poniedziałek, 19 lutego 2007
Rospuda łączy ludzi z ideałami

Dzisiaj trochę cieplej, nad ranem było zero stopni. Obudziły mnie kruki i dzięcioły, które gdzieś w pobliżu urządzały harce. Rano mieliśmy stan pogotowia, bo nie było pewne, czy jakaś grupa silnych augustowian nie zechce nas odwiedzić. Założyłem więc sobie stanowisko na drzewie, aby być poza zasięgiem. Wymiotło też dziennikarzy, wszyscy pojechali do Augustowa, na protest mieszkańców zdenerwowanych naszymi działaniami. Trochę to głupie, bo przecież my też jesteśmy za obwodnicą, tylko, że w innym miejscu, za taką która nie ukarze nas Europa, a będzie można ją szybciej wybudować.

Gdy demonstracja w Augustowie się skończyła tłumnie pojawili się dziennikarze, wszyscy bardzo przyjaźni, bardziej nawet niż zwykle. Większość z uśmieszkiem powtarzała, że dawno nie widziała takiej masówki jak ta w Augustowie. Podobno na manifestacji opowiadano sobie, że każdy z nas dostaje po 400 zł dziennie za protest. Według pewnej starszej dziennikarki troszkę przypominało to '68 rok. Dzieci i młodzież dostały wolne w szkole, aby mogły przeciwko nam protestować (to akurat nic dziwnego, bo dyrektorem jednego z centrów edukacji jest pan Dyjuk, który usilnie popiera budowę obwodnicy przez bagienną dolinę Rospudy).

Dzieciaki i młodzież z pewnością cieszyli się, że mogą urwać się lekcji. Jak też się kiedyś cieszyłem, gdy wygoniono nas z przedszkola, abyśmy witali Edwarda Gierka, którzy miał przejeżdżać nieopodal. Później było wszystkim głupio, bo pierwszy sekretarz pojechał inną trasą. Myślę, że skoro panu Dyjukowi nie jest głupio organizować takie rzeczy, to może powinien przyjrzeć się temu kurator.

Co prawda nie dostajemy po 400 zł dziennie, za to codziennie odwiedzają nas okoliczni mieszkańcy. Są tak wspaniali, że szkoda gadać. Dziś jadłem (aż dwa razy) pyszną, ciepłą zupę, którą ktoś ugotował i przywiózł. Potem przyjechał pan Zbyszek, taksówkarz z Olecka, z jakąś masą ciepłych ubrań, bo usłyszał, że niebawem ma być minus 20 stopni.
Rolnik z drugiego brzegu rzeki, zapowiedział że przywiezie nam drewno, abyśmy mogli się ogrzać. Dziś przywiózł pyszną zupę jarzynową i domowe ciasto. Co chwila ktoś przychodzi i wrzuca do naszego pudełeczka pieniądze.
Rospuda łączy ludzi z ideałami. Za to burmistrz Augustowa widać musi posiłkować się uczniami.

Dziś zadzwonił mój kolega Piotrwek, który powiedział, że zaczyna rozsyłać sms do znajomych o następującej treści: Powieś w oknie coś zielonego. Dla Rospudy. Podaj Dalej.
Ja wysłałem już kilka takich smsów i wszystkich Was proszę, abyście zrobili to samo.

niedziela, 18 lutego 2007
Ministrowi Szyszce powiedzieliśmy: zostajemy nad Rospudą

Z rana (było mroźno, ale bardzo fajnie) poszedłem z fotoreporterem GW, Jurkiem Gumowskim na bagna Rospudy. Daleko nie zaszliśmy, bo wciąż nie są zamarznięte. Za to trafiliśmy na tropy wilczej watahy. Chciałem za nimi pójść, ale się nie dało - bagna.

Zobaczcie co u nas słychać - zdjęcia Agnieszki Sadowskiej i Jurka Gumowskiego 

Później przyjechało mnóstwo ekip telewizyjnych i radiowych, filmowali pierwsze próby wchodzenia na drzewo. Jako idzie, mój system wchodzenia na drzewo sprawdza się znakomicie. Tym systemem posługują się amerykańscy myśliwi, ja go adoptowałem do do obserwacji ptaków (np. sóweczki). Teraz przyda się do akcji ekologicznej.

 

Przyjechali mieszkańcy Augustowa - większość bardzo fajnych i niezwykle przyjaźnie do nas nastawionych. Przybyło też kilku - już nie tak miłych - pod wodzą lokalnego działacza Samoobrony. Okropnie na nas krzyczeli, skąd mamy pieniądze i komu służymy, mówili, że naszym sprzętem i obecnością niszczymy las (o tyle to dziwne, że ten las ma zostać wycięty). Ci przyjaźni (popierają budowę alternatywnej trasy) powiedzieli nam, że najwięksi krzykacze, to miejscowy przedsiębiorca budowlany i pani z urzędu miasta w Augustowie. Zwolennicy trasy przez bagna noszą pomarańczowe wstążeczki, ale gdy mówimy im, że prezydent Juszczenko wygrał wybory i pomarańczowa rewolucja się zakończyła odchodzą zawstydzeni. Zresztą te wstążeczki, to wygląda na inicjatywę lokalnych władz i ci pomarańczowi nie są przekonani do wstążeczek.

Ale największa niespodzianka po południu - przyjechali do nas przedstawiciele rządu, m.in. pan minister ochrony środowiska Jan Szyszko, który swym starym zwyczajem powtarzał, że Rospudzie nic się nie stanie, że została ona stworzona przez człowieka, więc on nie zmieni swojej decyzji. Powtarzał dokładnie to samo, co na konferencjach w Warszawie, ale tutaj w Puszczy Augustowskiej tuż na bagnami Rospudy brzmiało szczególnie absurdalnie. Za to zupełnie inaczej zachowywał się wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński. Wydawał się być bardziej otwarty, mówił, że to my mamy rację, ale już nie da się cofnąć popełnionych błędów. Powiedział, że ci, co stoją za tak złymi decyzjami muszą ponieść konsekwencje. Odpowiedzieliśmy, że lepiej nie dopuszczać do błędów niż je naprawiać i że chcielibyśmy wreszcie poznać polityków, którzy potrafią przyznać się do pomyłki i w nie nie brnąć. Powiedzieliśmy, że zostajemy, aby przypilnować wszystkich spraw. Trochę się boimy, bo na jutro zapowiadane są manifestacje w Augustowie; może jest tak, że najpierw władza będzie próbować nas ułagodzić, ale później, gdy usłyszy „gniew” ludu, to na ten gniew odpowie czynem. Przekonamy się jutro.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim przyjaciołom, znajomym i nieznajomym, którzy o 13. w niedzielę demonstrowali w wielu miastach Polski. Wiem, że w Warszawie było ich bardzo dużo. Jesteśmy im za to niezwykle wdzięczni, nad Rospudą mimo mrozu zrobiło się nieco cieplej.

sobota, 17 lutego 2007
Wśród 40. najdzielniejszych

Rospuda, 17 lutego godz. 22.39. Jest wspaniale. Jeśli ludziom chce się siedzieć w 15 stopniowym mrozie, to muszą wierzyć w to co robią. Mam wrażenie, że przebywam wśród 40 najdzielniejszych ludzi w naszym kraju. Wszyscy bardzo zdeterminowani; łatwo na pewno się nie damy. Przychodzą do nas okoliczni mieszkańcy, jak na razie bardzo przyjaźni. Policjanci też (choć spisali mnie od razu jak się pojawiłem). Przez cały czas dociera ktoś nowy, co chwilę otrzymujemy sms-y z wyrazami solidarności.

Przed godz. 21. wysłałem takiego smsa znajomym: Pozdrowienia z obozu ROSPUDA. Pamiętajcie o niedzielnej demonstracji o 13.00 pod Belwederem. Przyjdźcie koniecznie i powiadomcie kogo się da. Wajrak

Jak na Grenlandię tylko trochę cieplej

Przygotowania do wyprawy nad Rospudę zupełnie takie same jak na w Arktykę. Słowo daję. Czuję się tak samo jak gdy w 2000 roku zbierałem się na Grenlandię albo wcześniej na Spitsbergen. Ciepły śpiwór, dwie kurtki (jedna do szybkich akcji druga do przesiadywania na mrozie), termos, kompas lekki namiocik, trochę jedzenia. Chodzi o to by być mobilnym i niezależny. By blokować w każdym miejscu. Nie przypuszczałem, że te polarne doświadczenia przydadzą się w Polsce. A tu proszę taka niespodzianka. Problemy też prawie takie same. Jak tu rozwiązać zasilanie komórki? Wtedy też mieliśmy kłopot z ładowaniem telefonu satelitarnego i musieliśmy spać z bateriami w śpiworach. Różnica tylko taka, że zamiast nart i sanek sprzęt do wlezienia na drzewo. Choć może i narty by się przydały do łażenia po bagiennej dolinie. Może to ostania okazja by ją ujrzeć nie zniszczoną.

Odezwał się znów minister środowiska Jan Szyszko. Powiedział, że dolinie zagrażają ekolodzy co w niej obozują i myśliwi co się po niej włóczą. Tak oczywiście Panie ministrze... Bo budowa zostanie wykonana przez dobre Elfy w specjalnych bezszelestnych, unoszących się nad ziemią buldożerach (to nie moje to ktoś tak kiedyś celnie skomentował podobne wypowiedzi, więc pozwalam sobie zapożyczyć)....No ale cóż minister uważa, że ”przyrodę należy chronić przez użytkowanie”.

I na koniec chyba najważniejsze. Głupio mi w jednym wpisie zestawiać ministra Szyszko z Wisławą Szymborską. Proszę więc zapomnijcie, że taki minister istnieje i przeczytajcie co o Rospudzie napisała poetka : „Najłatwiej niszczyć. Trudno zachowywać to, co warte zachowania.” Za te dwa proste, krótkie zdania będę wdzięczny Pani do końca życia...

Do wszystkich moich przyjaciół. Bądźcie z nami solidarni. My jesteśmy nad Rospudą, a Wy Kochani protestujcie gdzie się da. W Warszawie w niedziele bądźcie o 13.00 pod Belwederem. Ze wstążkami zielonymi oczywiście

piątek, 16 lutego 2007
Dziennikarz nad Rospudą

Jadę nad Rospudę i na razie, to będzie blog o Rospudzie. Jadę, bo lada chwila może się zacząć rzeź drzew. To będzie pierwszy etap, pierwszy krok w zniszczeniu tego unikalnego miejsca. I właśnie wtedy tam trzeba być. Nie jadę jako dziennikarz, który obiektywnie obserwuje i przekazuje relację. Nie chcę się chować za dziennikarską legitymacją, gdy przyjdzie policja. Pojadę jako ktoś, kto opowiada się wyraźnie po jednej ze stron. Wiem, że tak dziennikarzowi nie wypada, że to sprzeczne z naszymi zasadami, ale z drugiej strony, czy można się bawić w obiektywizm, gdy dzieje się takie wielkie draństwo? Czy dla moich czytelników byłbym dalej wiarygodny jako człowiek piszący o przyrodzie gdybym tego nie zrobił? Jadę, bo młodzi ludzie, którzy już tam są na pewno potrzebują wsparcia. Jadę, bo 2 listopada 2006 r. mówiłem: Jak będzie potrzeba to się przypnę nad Rospudą

Miejsce jakiego w innych krajach Europy już nie ma, zostanie zapewne zniszczone tylko dlatego, że paru polityków brnie w kłamstewka. Oni brną dlatego, że się tak przez lata nauczyli. Taka jest polityczna ewolucja w naszym kraju. Wiceminister od transportu bredzi, że jak będzie wariant alternatywny, to trzeba będzie 10 wsi wysiedlić, a minister od środowiska, że ta Rospuda, to stworzona przez człowieka. Cała Polska wie, że łżą, ale i oni i cała Polska wiedzą też, że nie będą się musieli z tego tłumaczyć. Trochę też w tym winy nas dziennikarzy, bo nie pytamy ich o konkrety, o sprawy naprawdę ważne, a oni z tego korzystają. Nauczyli się, że kłamstwo to jak najbardziej właściwy element politycznej gry. Myśmy ich tego nauczyli. Również dlatego jadę nad Rospudę.

Podziękowania dla internautów za ponad 150 tys. podpisów pod apelem w sprawie obrony Doliny Rospudy.

1 ... 11 , 12