poniedziałek, 17 maja 2010
Ochrona środowiska to nie my!!!


  Och jak było pięknie przez chwilę. W sobotę w czasie warszawskiej gali rozdania nagród festiwalu filmów dokumentalnych Palanete Doc Rview wystąpił podsekretarz stanu w ministerstwie ochrony środowiska Maciej Waśniewski. Waśniewski,  nie znany dotąd nikomu, młody urzędnik pogratulował organizatorom wprowadzenia na festiwal filmów o tematyce ekologicznej,  po czym oświadczył, że resort wreszcie zabiera  się na poważnie za ochronę Puszczy Białowieskiej. Pierwszym krokiem ma być zakaz wycinania jakichkolwiek drzew w okresie lęgowym ptaków, kolejnym rozszerzenie Białowieskiego Parku Narodowego na teren całej Polskiej część Puszczy. To krótkie oświadczenie przedstawiciela resortu zostało przyjęte przez publiczność gromkimi brawami, bo cała Polska od lat czeka przecież na skuteczną ochronę Puszczy.

Niestety ten piękny sen okazał się nieprawdziwy. Dziś na stronie resortu pojawił się komunikat w którym rzeczniczka resortu Magdalena Sikorska stwierdziła, że "informacje na temat decyzji Ministerstwa Środowiska w sprawie Puszczy Białowieskiej są nieprawdziwe" a "Maciej Waśniewski przedstawiający się, jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Ochrony Środowiska, nie jest ministrem a jego wypowiedzi w imieniu ministra są nieuprawnione" . W dementi przypomina, że ministerstwo nie nazywa się już "ochrony środowiska" tylko wyłącznie "środowiska".  Rzeczniczka informuje, że resort ma specjalny program pt. Białowieski Program Rozwoju i że obecnie trwają negocjacje warunków realizacji programu z samorządami gmin puszczańskich. 
 
Czyli nic nowego. Ministerstwo środowiska poinformowało po raz kolejny, że wszystko na co je stać to prowadzenie ciągnących się bez końca negocjacji,  z których nic dla ochrony Puszczy nie wynika.  

Dobrze, że ktoś sobie z resortu środowiska zażartował i to celnie. Fikcyjny podsekretarz stanu z fikcyjnego resortu ochronny środowiska pokazał wszystkim, że działania w sprawie Puszczy jak najbardziej realnego resortu środowiska to też fikcja.

niedziela, 16 maja 2010
Postanowili wreszcie coś zrobić z Puszczą?
Cytuję, za otrzymanym komunikatem: Podczas wczorajszej gali wręczenia nagród na zakończenie siódmego festiwalu filmów dokumentalnych Planete Doc Review,  głos zabrał podsekretarz stanu w Ministerstwie Ochrony Środowiska Maciej Waśniewski.

Najwyraźniej zainspirowany tematyką filmów ekologicznych Waśniewski pogratulował organizatorom festiwalu wprowadzenia panelu dotyczącego ekologii i niespodziewanie zapowiedział w imieniu Ministra, że Ministerstwo podjęło istotne decyzje w sprawie ratowania Puszczy Białowieskiej, która w ostatnim okresie mocno ucierpiała na skutek nadmiernej wycinki drzew. Wystąpienie wzbudziło gromkie brawa.
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Gratulacje Gosiu
 

Gosia Górska, nasza koleżanka właśnie odebrała w San Francisco nagrodę Goldmana. To taki ekologiczny Nobel i nie ma w tym cienia przesady. Ta nagroda należała się Gosi jak mało komu. Gosia dostaje ją za to, że udało się ocalić Rospudę. To była oczywiście praca zespołowa, ale bez udziału Gosi, bez jej mrówczej pracy w zwałach papierów, ślęczenia nad analizami, zajmowania się kruczkami prawnymi i kontaktami, często niezbyt sympatycznymi, a na pewno bardzo nudnymi z urzędnikami dziś dziewicze torfowiska były by rozgrzebanym placem budowy. Wiszenie na drzewach, pisanie artykułów, zbieranie podpisów i demonstrowanie, choć wygląda bardzo efektownie na nic by się  zdało gdyby Gosia nie odwaliła tej całej czarnej i niewdzięcznej roboty. Bez Gosi i jeszcze wielu takich jak ona, cichych ale wspaniałych bohaterów było by po Rospudzie.
Dlatego Gosiu gratuluję i bardzo Cię ściskam w imieniu całego rospudowego spisku. 
czwartek, 01 kwietnia 2010
Zwolnijcie!!!
Wielu z Was będzie jechać do rodziny na święta. Może na drogach, które przechodzą przez bagna lub łąki zobaczycie coś co przypomina zeschłe liście. Ale to nie są liście. Tylko wędrujące do swoich miejsc rozrodu żaby i ropuchy. Niestety w większości takich miejsc nie ma specjalnych przepustów,  które umożliwiałyby im bezpieczne przejście przez drogę. 



Wystarczy  zwolnić, by wiele z nich wyminąć i ocalić



niedziela, 28 marca 2010
Puszcza niszczona dla zysku!!!

Każda wizyta w Puszczy wczesną wiosną jest bolesna. Właśnie teraz gdy zszedł śnieg, a liście nie zdążyły jeszcze zasłonić śladów ludzkiej działalności widać jakie rany jej zadajemy.

W tym sezonie jakaś tutejszych leśników opanowała mania wycinania w olsach. Te podmokłe lasy to często jedyne naturalne jeszcze kawałki pierwotnej Puszczy jakie ocalały poza Białowieskim Parkiem Narodowym.



Tu właśnie mieszkają niezwykle rzadkie dzięcioły białogrzbiete. Ocalały, bo w podmokłe lasy trudno było wjechać i na drewno olsz nie było popytu. Ale to się zmieniło. Puszcza schnie, a olchowe drewno zrobiło się modne. Robi się z niego min. całkiem drogą okleinę meblową.


Z przerażeniem patrzę jak wycinane są olbrzymie olsze. Z przerażeniem tym większym, że nie mam wątpliwości, że wycinane są nie po to by drewno trafiło na lokalny rynek. Rozumiem ciecia na opał dla miejscowej ludności, ale na olszach zarobi jakiś biznesmen gdzieś z dalekich regionów Polski, a może z zagranicy. Tu w Puszczy za wycinkę wypłatę dostanie tylko drwal.

Ta wycinka nie służy niczemu innemu jak ordynarnemu zyskowi.
W Puszczy Białowieskiej wycina się około 100-150 tys. metrów sześciennych drewna rocznie. W skali kraju to nic. Ułamek procenta. Lasy Państwowe które mają w swym zarządzie większość Puszczy pozyskują rocznie na terenie całej Polski ponad 30 milionów metrów sześciennych drewna. Przychody Lasów Państwowych to ponad 5 miliardów złotych rocznie. Zysk na czysto, też imponujący, bo w 2008 roku wynosił ponad 200 mln. złotych. Lasy Państwowe, choć gospodarują na mieniu skarbu państwa zyskiem nie dzielą się z budżetem. W całości trafia do ich kasy. Nie mam nic przeciwko temu, ale niech nikt mi do diabła nie wmawia, że Polski i Lasów Państwowych nie stać na ochronę Puszczy Białowieskiej.

 Przy takich zyskach i tak olbrzymim pozyskaniu, ani rynek drzewny, ani kiesa Lasów Państwowych nie odczułaby gdyby w Puszczy umilkły piły. Nie mam wątpliwości, że ten najwspanialszy las w Europie niszczony jest przez zwykłą zachłanność. Lasy Państwowe dożynają Puszczę dla paru złotych, z których w każdej chwili mogłyby zrezygnować

Zaapeluj o wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej w okresie lęgowym ptaków, czyli od 1 marca do 31 sierpnia do ministra środowiska prof. Andrzeja Kraszewskiego Biuro.Ministra@mos.gov.pl oraz do dyrektora generalnego Lasów Państwowych Mariana Pigana  sekretariat@lasy.gov.pl, wyślijcie też kopię do mnie na adres adam.wajrak@gazeta.pl
To minimum ochrony jakie powinniśmy zapewnić Puszczy Białowieskiej dopóki nie stanie się parkiem narodowym

sobota, 27 marca 2010
O moście, ptaszkach i budkach
 Kilka słów o aferze budkowej. Czyli o podejrzeniach jakoby znany warszawski ornitolog Wiesław Nowicki wymuszał ekoharacze przy budowie Mostu Północnego.

Wieszanie budek jako zadośćuczynienia za straty jakie wyrządził inwestor w przyrodzie, uważam za coś, o czym powinni dyskutować fachowcy. Nie za bardzo rozumiem na jakiej podstawie ktoś ustalił, że wycięcie 5 hektarów łęgowych lasów wokół przyszłego mostu można zrekompensować 20 budkami? Dlaczego nie 350, albo 1537? Czy liczono budkę za dziuple, czy budka odpowiada jakoś powierzchni? Bo wycięcie lasu to nie tylko zniszczenie miejsc lęgowych.

Od dyskusji jak powinna wyglądać kompensacja przyrodnicza i co powinien zrobić inwestor daleka jednak droga do ekoharaczu. Ekoharacz  mamy wtedy gdy protestujący ustępuje, a inwestor nie zmienia nic. Za szmal ekolog raptem zmienia zdanie, a inwestor jak szkodził, tak szkodzi. Ekoharacz  to poważny zarzut. 

Czuły jestem na takie zarzuty, bo nie tak dawno miesięcznik „Press"  napisał, że „Gazeta Wyborcza” i ja dostaliśmy kupę pieniędzy od ministerstwa środowiska za pisanie o konieczności ochrony Puszczy Białowieskiej. Miesięcznik nie zauważył, że od lat i „Gazeta” i ja piszemy o Puszczy to samo i rządowa forsa, której jakoś nie znalazłem na moim koncie, na to nasze stanowisko nie miała wpływu. Ot taki drobny szczegół.

Witold  Gadomski w na wyborcza.pl cały skandal streszcza tak: „Krótko mówiąc - »ptasznik« od lat oprotestowuje każdą większą inwestycję warszawską, a potem godzi się z protestu zrezygnować, gdy miejscy urzędnicy zamawiają u niego odpowiednią ilość budek dla ptaków. Kiepski biznes?" Potem naczelny „Gazety Stołecznej” Seweryn Blumsztajn pisze w tekście „To ekolodzy powinni uspokoić Nowickiego” dokładnie do samo: „Przy budowie mostu Północnego ustąpił dopiero wtedy, gdy wymusił instalację absurdalnej liczby ptasich budek".
Jarosław Osowski, autor tekstów o Nowickim, owszem przyznaje, że konstrukcje mostu zmieniono wcześniej, ale zaraz dodaje, że to była decyzja ekonomiczna ratusza. Pomija jednak drobny szczegół - Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, które reprezentował  w tym sporze Nowicki, wycofało protesty wobec budowy Mostu Północnego gdy tylko inwestor uwzględnił wszystkie postulaty dotyczące ochrony przyrody. Tu możecie przeczytać stanowisko OTOP: „Ekoharacze, tak nie działamy”
M.in. inwestor zmienił planowaną konstrukcję mostu z pylonowej, czyli niebezpiecznej dla ptaków, na płaską, która jest dla ptaków bezpieczniejsza, oraz zmniejszył zakres prac regulacyjnych w korycie rzeki.
Ostateczna decyzja administracyjna zamykająca sprawę Mostu Północnego zapadła na pół roku przed zamówieniem budek lęgowych. Dziennikarze powinni wiedzieć, że spór administracyjny kończą decyzje administracyjne, a nie oświadczenia ratusza.
Inny szczegół. Czy komuś udało się wykazać, że budki produkowane przez jednego z przyjaciół Nowickiego (wśród ornitologów wielu ludzi się przyjaźni), były droższe lub gorsze od proponowanych przez inne firmy? Bo sam zarzut, że ktoś kogoś zna nie jest zbyt mocny.
Zmiana konstrukcji mostu, cała procedura zakończonego postępowania administracyjnego, jakość i cena budek - to drobne nic nie znaczące szczegóły dla autora alarmistycznego tekstu? Można je pominąć, bo chce się przywalić zielonym pieniaczom, miłośnikom ptaków, ekologom oraz innym oszołomom stojącym na drodze do chwały i rozwoju naszego kraju?
Nowicki znalazł się w dwuznacznej sytuacji współpracując z inwestorem, z którym był w sporze (przypominam, że w sporze reprezentował OTOP, a umowę z inwestorem zawarł jako osoba prywatna). Ale to nie ekoharacz!!! Nikt nie wykazał, że Nowicki z czegoś zrezygnował, albo coś pominął!!!
Seweryn Blumsztajn radzi ekologom by mniej siedzieli  w sądach, a więcej wśród ludzi i tłumaczyli im, o co chodzi z tą ekologią, bo wszyscy przecież lubią ptaszki. Ekolodzy mogliby poradzić dziennikarzom by zwracali większą uwagę na szczegóły.

środa, 24 marca 2010
Ryszard Kapuściński o Puszczy

  Nikt, uwierzcie mi nikt, nie napisał nic celniejszego i lepiej oddające to co dzieje się w Puszczy Białowieskiej niż Ryszard Kapuściński w III Lapidarium. Napisał to zapewne w 1996 roku gdy toczyła się walka o powiększenie parku narodowego, który przypomnę dziś zajmuje tylko 16 proc polskiej części Puszczy.  Kapuściński jest więc wciąż aktualny.....

Białowieża

Dyskusja na temat dalszych losów Puszczy Białowieskiej. Ścierają się dwa obozy, więcej - dwie kultury, dwie mentalności. Jeden obóz to pogrobowcy zbieracko-myśliwskiej epoki rozwoju społeczeństw: traktują przyrodę jako służebnicę człowieka. Jeżeli jest las - trzeba go wyciąć, jeżeli jest zwierzę - trzeba je zabić. Kiedy plemię wykarczuje las i wybije zwierzynę - wędruje dalej, aż natrafi na nowe łupy. To mentalność ludzi, dla których ziemia nie ma granic, a jej bogactwa nie mają dna i końca.

Drugi obóz to ludzie, dla których natura nie jest po prostu najzwyczajniejszą zdobyczą, ale czymś zupełnie innym - jest naszym współtowarzyszem i pobratymcem, którego obecność to warunek istnienia. Jeżeli jest las, to musi rosnąć, jeżeli jest zwierzę - musi żyć. Człowiek nie jest sam, jest częścią natury; zabijając naturę - unicestwia siebie. Oto sedno sporu o puszczę, której potężne szczątki ciągle jeszcze stoją. (s.492)

Jeszcze Białowieża

Jeżeli wycięliście stary las, a na jego miejsce posadziliście nowy, to nie znaczy, że zachowaliście w naturze równowagę albo że równowaga ta zostanie przywrócona, kiedy młody las urośnie. Starego lasu nie przywrócicie nigdy. Tego sędziwego drzewostanu z jego gęstwą, cieniem i zapachem, z jego wewnętrznymi splotami, powiązaniami, zależnościami nie da się odtworzyć, skopiować, powtórzyć. Wraz z wycięciem lasu jakaś część świata ginie na zawsze. (s.493)

Ryszard Kapuściński, "Lapidaria"  Warszawa 1997

* Zaapeluj o wstrzymanie wycinki Puszczy Białowieskiej w okresie lęgowym ptaków, czyli od 1 marca do 31 sierpnia do ministra środowiska prof. Andrzeja Kraszewskiego Biuro.Ministra@mos.gov.pl oraz do dyrektora generalnego Lasów Państwowych Mariana Pigana  sekretariat@lasy.gov.pl, wyślijcie też kopię do mnie na adres adam.wajrak@gazeta.pl
To minimum ochrony jakie powinniśmy zapewnić Puszczy Białowieskiej
czwartek, 18 marca 2010
Poroże na głowie


Niby już wiosna, a w lesie wciąż zima. Pełno śniegu i co ciekawe nie wszystkie byki straciły poroża, choć to już czas. Zasada jest taka, że najpierw zrzucają te co mają całkiem spore poroże, a na końcu te z najmniejszym. Ale tego dwunastaka, nieregularnego (sześć odnóg na jednej tyce, a na drugiej pięć) jakoś ta zasada nie obowiązuje i wciąż ma piękną ozdobę na głowie. To było miłe spotkanie, kończące chyba zimę.
niedziela, 14 marca 2010
Skansen
Śpieszę pogratulować moim koleżankom i kolegom, dziennikarzom z olsztyńskiej Gazety, znakomitej nie pozbawionej humoru i co najważniejszej niezwykle celnej riposty na niemądre wypowiedzi naszego czołowego rajdowca Krzysztofa Hołowczyca. Hołowczyc postraszył wszystkich, że jeżeli nie wytniemy drzew przydrożnych to zostaniemy skansenem. Argumentacja jak zastosował jest tak głupia, że trudno z nią dyskutować. Jak tu tłumaczyć rajdowcowi, że drzewa przy drogach to składnik naszego dziedzictwa, naszej kultury i że nie one rzucają się kierowcom pod koła, ale to kierowcy nie dostosowują jazdy do warunków panujących na drodze. Jak mu wyjaśnić, że jak są drzewa to jedziemy ostrożnie i wolno. Dziennikarze olsztyńskiej GW znaleźli na to świetny sposób. Nie zniżyli się do poziomu gwiazdy kierownicy i ich odpowiedzią na argument "będziemy skansenem" jest i rozmowa z.... dyrektorem skansenu. Dedykuję ją wszystkim walczącym "o to byśmy nie byli skansenem" z Mazur, Warmii, Puszczy Białowieskiej, Tatr oraz innych części naszego pięknego kraju. Tym wszystkim którzy, nic innego nie robią tylko drą paszczę, że do skansenu wpędzają ich ekolodzy, Natura 2000 i Unia Europejska. Słuchajcie dyrektora skansenu, bo któż jak nie on się na tym zna.
piątek, 12 marca 2010
Jak się sprzedałem profesorowi Nowickiemu


Chciałbym czytelnikom wyjaśnić, o co chodzi z aferą ujawnioną przez „Press” i moimi tekstami o Puszczy zamieszczonymi na stronach „Gazety Wyborczej” opłaconych przez resort środowiska.
Otóż napisałem dwa takie teksty we wrześniu zeszłego roku, gdy toczyły się negocjacje o powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Strony zostały wyraźnie oznaczone w papierowych wydaniach „Gazety”. Nawet na zdjęciu w miesięczniku „Press” widać logo Ministerstwa Środowiska i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska nad moimi tekstami.
Dlatego teza, że „Gazeta” lub ja chcieliśmy coś ukryć pod korcem i spiskowaliśmy z Ministerstwem Środowiska, bo takich oznaczeń nie było w interenecie, jest - łagodnie mówiąc - słaba.
Ładna tajna umowa, skoro informujemy o niej świat w blisko 400 tys. egzemplarzy. Trzeba dużo złej woli, by nie uznać braku oznaczeń w internecie za błąd techniczny. Takich artykułów lub programów, których partnerem lub sponsorem są instytucje prywatne, jest w polskiej prasie i telewizji setki. Nie dalej jak wczoraj widziałem w jednej ze stacji tv główny program informacyjny poprzedzony reklamami i informacją „sponsorem programu jest...".
„Press” miał dużo złej woli, pisząc, dlaczego i w jaki sposób zaprezentowałem poglądy ministra środowiska Macieja Nowickiego dotyczące poszerzenia parku. Najpierw „Press” przedstawia mnie jako „bezkompromisowego walczącego o naturę" i „symbol niepokorności wobec urzędników", który nagle „w wypadku tekstów sponsorowanych o Puszczy Białowieskiej opowiada się za pomysłami urzędników".
Nie rozumiem? Dziennikarz ma walić w urzędników A PRIORI? Czy może jednak w to, co robią - JEŚLI ROBIĄ ŹLE?
Na szczęście każdy, kto potrafi czytać, może sobie łatwo wyjaśnić brak mojego bezkompromisowego podejścia do tego akurat urzędnika. Otóż człowiek czytający z łatwością odkryje, że od przynajmniej 15 lat dobijam się o ochronę Puszczy Białowieskiej i że Nowicki był pierwszym ministrem, który coś postanowił z tym zrobić, i to nie przymuszany. Równie dobrze „Press” mógłby napisać, co chyba byłoby bliższe prawdy, że nagle urzędnicy przeszli na stronę obrońców przyrody, „Gazety” i - nieskromnie dodam - moją.
Szkoda, że to, co w przypadku ministra środowiska powinno być normą, w Polsce nią nie jest, a Nowicki wciąż jest wyjątkiem. Czyżbym dla zachowania „niezależności” miał objechać Nowickiego, bo resort razem z „Gazetą” chciały zrobić kampanię w słusznej sprawie? Albo nagle - ponieważ resort wspomógł finansowo tę kampanię - miałem zmienić zdanie o Nowickim, który jako pierwszy przedstawiciel polskiego rządu przyznał publicznie, że to, co robimy z Puszczą jest fatalne? A może miałem zażądać wycinki drzew, by nie stać w jednym szeregu z urzędnikiem i Agorą, co wzięła od rządu pieniądze?
Niezależność dziennikarska polega na tym, że się pisze to, co jest zgodne z sumieniem i najlepszymi dostępnymi danymi i informacjami. Nie może to zależeć od tego, kto i kiedy nam płaci, albo od tego, kto płaci wydawnictwu, które wydaje gazetę, w której jesteśmy zatrudnieni. Tak to rozumiem. Gdyby „Press” pokazał, że pod wpływem pieniędzy z resortu dla wydawnictwa „Gazeta” raptem zmieniła zdanie w sprawie Puszczy, byłaby afera. Ale nie pokazał, bo ani „Gazeta”, ani ja nie zmieniliśmy stanowiska.
„Press” próbował inaczej. Odkryli, że jestem stronniczy, bo nie prezentuję obaw lokalnych samorządów. Odpowiem tak: trzeba się było dziwić nad Rospudą lub przy innych tekstach o Puszczy. W sprawach, w których jedna strona ma rację, a druga nie, jestem stronniczy i nigdy tego nie ukrywałem. Nie uważam, by dziennikarstwo polegało na powtarzaniu, łagodnie mówiąc, nieprawd, tylko dlatego, że tak mówi jakaś strona. Takich na przykład jak wypowiedź wójta gminy Białowieża, która liczy poniżej 3 tys. mieszkańców. Wójt twierdzi - a dziennikarze to piszą - że w razie powiększenia parku pracę w przemyśle drzewnym straci kilkuset mieszkańców gminy. Jeśli odejmiemy kobiety, które raczej w przemyśle drzewnym nie pracują, dzieci i starców, to wychodziłoby, że w przemyśle drzewnym w gminie pracują wszyscy pozostali mieszkańcy, co nie jest prawdą.
Albo żądanie lokalnych samorządów zmniejszenia obszaru Natura 2000 - równie dobrze mogłyby żądać wystąpienia z Unii.
Polecam lekturę „Pressu”, bo jest tam więcej zabawnych rzeczy. Dziennikarz miesięcznika w rozmowie ze mną dziwi się (na stronie 41), jak to się stało, że dokładny opis moich tekstów jest w załącznikach do umowy. Ja też się dziwiłem. Ale ja nie miałem załącznika ani umowy nigdy w ręku, a on tak. Kiedy czyta mi opisy moich tekstów, naprawdę nie potrafiłem wyjaśnić, skąd one znalazły się w tym załączniku.
Tajemnica wyjaśnia się wkrótce. Czytam tekst w „Pressie” i przecieram oczy ze zdumienia. Okazuje się, że w tym samym artykule, tylko że dwie strony wcześniej, ten sam dziennikarz pisze, że ten załącznik został podpisany dwa tygodnie po publikacji. Innymi słowy, ktoś, kto załącznik pisał, znał już treść moich tekstów, bo sobie je przeczytał w „Gazecie Wyborczej". Dziennikarz „Pressu” jakoś „zapomniał" powiedzieć mi o tym szczególe.
I wreszcie sprawa pieniędzy. Muszę się przyznać. Piszę za pieniądze, bo dziennikarze piszą za pieniądze. Taka cecha naszego fachu. W wywiadzie, którego nie autoryzowałem, bo by miał sens, musiałbym wyjaśniać  czym różnią się Lasy Państwowe od samorządów, co w wypadku Puszczy jest dość zasadnicze i nie obyło by się bez ingerencji w pytania dziennikarza. Powiedziałem, że dostałem "dużo mniej" niż wymieniane przez dziennikarza 23 tys. złotych, ale, że było to nieco więcej niż zwykle zwykle, co jest prawdą. Jak napiszę dwa teksty więcej niż zwykle, to dostaję więcej pieniędzy niż zwykle. Każdy dziennikarz wie, na czym polega wierszówka, ale nie dziennikarz z „Pressa”. Tamten napisał, że w tekście, że otrzymałem „osobne wynagrodzenie", czyli że niby skapnęło mi sporo z tych dziesiątków tysięcy od ministerstwa. Niestety, nie skapnęło.
Adam Wajrak
PS
Piszę to również dlatego, że do tej dziwacznej sprawy wrócił „Newsweek”, który w tym kontekście przypomniał, że broniłem koncepcji Nowickiego, aby pieniądze z handlu emisjami trafiły do EkoFunduszu, a nie do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Przypomnę w skrócie, o co chodziło.
Otóż „Newsweek” uważał, że znacznie lepiej przekazać pieniądze z handlu emisjami CO2 Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska; ja - że EkoFunduszowi. Obie instytucje to fundusze skarbu państwa. „Newsweek” argumentował, że w Narodowym Funduszu pieniądze będą pod kontrolą skarbu państwa, bo na tę instytucje skarb ma wpływ. Ja - że niestety Narodowy Fundusz zbyt często pada łupem polityków i tym objawia się „kontrola skarbu państwa" (przypomnę tylko aferę wojewódzkich funduszy w Łodzi). EkoFundusz natomiast, pozostający przez lata pod osłoną donatorów, czyli Amerykanów, Niemców i Francuzów, skutecznie się opierał naszym politykom albo - jak kto woli - „kontroli ze strony skarbu państwa" i dlatego można mieć nadzieję, że właśnie tam wyrosła profesjonalna i odporna na naciski kadra. Bardzo to przykre, że „Newsweek” nie potrafi bronić swego stanowiska merytorycznie.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12