wtorek, 28 kwietnia 2009
Wiosenny obrazek

Nie pisałem, bo biegałem z aparatem. A w Puszczy cała masa ciekawych zwierzaków, nawet tuż po wyjściu z domu można zobaczyć takie obrazki. Czyli pasiemy się.

Choć nie wiem czy w wypadku bociana można napisać, że się pasie razem z żubrami?

Kicz przyrodniczy to jest z pewnością, choć takie "kicze" najbardziej cieszą

czwartek, 26 marca 2009
Co jest ważniejsze od ludzi?


Wszystko wskazuje na to, że ludzie w Polsce maja przerypane. Byle co jest od nich ważniejsze. Cytuje z pamięci organizmy ważniejsze od ludzi, za różnymi mediami i miejscowymi oraz centralnymi elitami

- Jak to, dzięcioły ważniejsze od ludzi? - to tu u mnie w Puszczy Białowieskiej, gdy mowa o poszerzeniu parku.
Występuje też wersja obrzydliwa, gdy okazuje się, że leśnicy wycinają drzewa z chronionymi gatunkami owadów.

- Co?  Robaki ważniejsze od ludzi?

- Góry dla Polaków, a nie świstaków - to w Tatrach dzielny minister środowiska Antoni Tokarczuk, bronił rodaków przed jak wiadomo pleniącymi się wszędzie gryzoniami.

Na Mazurach wydawało się niby bezpiecznie, ale gdzie tam. Trwa tam walka z przydrożnymi alejami. A media alarmują:

- Drzewa zabijają ludzi !

Rospuda jest jednak w tej dziedzinie przodująca. Tu jest naprawdę dużo rzeczy ważniejszych od ludzi:
Wersja ściskająca za serce i pytająca:

- Komary są ważniejsze od ludzi?

Wersja z której bije rozpacz:

- Tu żaby są chronione, nie ludzie

Wersja wkurzająca:

- Ale żeby błoto (chodzi o torfowiska), było ważniejsze od ludzi?

W pewnym programie w czasie intelektualnej dyskusji:

- Bobry są ważniejsze niż ludzie.

I na koniec wraz z podaniem źródła, nieoceniony dziennik "Fakt" o decyzji rządu kończącej spór : 

Kwiatek ważniejszy niż ludzkie życie

wtorek, 24 marca 2009
Dziękuje

Drodzy przyjaciele w Polsce i na świecie,
 

Dziękuję za wspaniałą robotę jaką wykonaliście. Dzięki temu, że były Was tysiące, i każdy z Was był naprawdę zaangażowanych w sprawę Rospudę udało się ocalić. 

Mały kawałeczek przyrodniczego raju,  miejsce przepiękne ocaleje. Za to Wam bardzo, bardzo dziękuje.

Udało się nam coś co, jeszcze parę lat temu wyglądało jak sprawa beznadziejna i nie do wygrania. Na szczecie jak wiadomo Polska to kraj wielu możliwości. Hurra !!!!!!!

niedziela, 01 marca 2009
Trójpalczak w Lesie Polskim



Jak obiecałem wracam do wywiadu z profesorem Bogdanem Brzezieckim z SGGW.  Wracam gdyż profesor pochylił się nad dzięciołem trójpalczastym. Otóż przewiduje on, że na terenach objętych ochroną ścisłą będzie spadać liczebność tego gatunku. To trafny wniosek, bo dzięcioł jest związany z obumarłymi i zamierającymi  świerkami. Skoro świerk jako gatunek na skutek ocieplania klimatu ustępuje, to będzie też w końcu coraz mniej świerków obumierających, a w końcu i te martwe się rozłożą.  Dzięcioła trójpalczastego ubędzie.
No dobrze, ale co będzie się działo z tym ptakiem na terenach, nie chronionych, zarządzanych przez Lasy Państwowe, gdzie trwa heroiczna walka o zachowanie świerka? Co będzie z dzięciołem tam gdzie kornikowi mówimy twarde nie? Czy ma szansę przetrwać? Czy tu też będą spadki liczebności? Czy też leśnik nam dzięcioła uratuje? Tego profesor nie mówi i na to pytanie nie odpowiada, choć aż się o to prosi. Spróbuję, więc zrobić to ja skromny człowiek niewykształcony.


A teraz popatrzmy na dane dotyczące występowania tego gatunku w trzech leśnych kompleksach północno-wschodniej Polski. Podaję za książką  "Ostoje ptaków o znaczeniu europejskim" wydana przez OTOP.

* Puszcza Augustowska powierzchnia 133 90 ha,  23-35 par lata 1990-92
* Puszcza Knyszyńska powierzchnia  117 500 ha, 15-25 par  lata 1989-93
* Puszcza Białowieska powierzchnia 62 000 ha,  150-170 par lata 1985-94

Coś tu nie gra. Skoro dzięcioł jest związany ze świerkiem to dlaczego tak mało jest go w Puszczy Augustowskiej i Knyszyńskiej? Te dwie puszcze, są blisko dwa razy większe od Białowieskiej, a udział świerka i sosny w ich drzewostanach jest znacznie większy. Trójpalczak powinien w nich czuć się jak w raju, a jakoś go mało. Czyżby dlatego, że Puszcza Białowieska bije na głowę dwie pozostałe wielkością obszarów objętych ścisłą ochroną?

Mamy więc pierwszy zgrzyt w logicznym wywodzie profesora. Ale idziemy dalej.  Na trop może nas też naprowadzić to co dzieje się w samej Puszczy Białowieskiej. Tu mamy całkiem solidne dane. Eugeniusz Pugacewicz w książce "Ptaki lęgowe Puszczy Białowieskiej" podaje, ot niespodzianka,  takie zagęszczenia:
* lasy Białowieskiego Parku Narodowego 13,6 par na 10 km kw.,
* lasy gospodarcze puszczy 1,7 par na 10 km. kw.

Dane zebrane na transektach, które dostałem od dr. Doroty Czeszczewik z Akademii Podlaskiej, nie pokazują zagęszczeń tylko częstotliwość występowania są następujące: Park Narodowy: 1 ptak na kilometr, lasy gospodarcze w zależności od roku od 0,2 lub 0,3 ptaka na kilometr. Czyli znów od 3 do 5 razy mniej na korzyść terenów chronionych.
No dobrze, ale przecież  jest go trochę na terenach niechronionych. Wiec może nie jest mu tam tak źle? Tu warto zajrzeć do pracy Tomasz Tumiela opublikowanej w zeszłym roku w Notatkach Ornitologicznych. Ocenia on populację w Puszczy Knyszyńskiej na 30-45 par w latach 2005-2007 (różnica z wcześniej podawanymi danymi może wynikać z innych metod liczenia, może być wywołana też gradacją kornika). Ciekawe jest gdzie uchowały się interesujące nas dzięcioły.  Tomasz Tumiel pisze, że występowanie tego gatunku w tym kompleksie ogranicza się niemal wyłącznie do miejsc podmokłych w których nie można prowadzić gospodarki leśnej. A zagęszczenie w rezerwatach jest dziesięciokrotnie większe niż w lasach gospodarczych, choć przypominam, że rezerwatów ścisłych w Puszczy Knyszńskiej tyle co kot napłakał.
 


Niestety jakoś tak sam nasuwa się wniosek, który aż boję się wygłosić, by nie być posądzonym o szkalowanie i rzucanie słów na wiatr. Ale co tam. Otóż wygląda na to, że najbardziej szkodzi dzięciołowi trójpalczastemu leśnik i jego wytężona praca. Nawet bardziej niż wycofywanie się świerka. To gatunek, który nie jest dowodem na przewagę ochrony czynnej nad bierną tylko na zgoła coś odwrotnego.
Tak naprawdę cały mój wysiłek z podawaniem statystyk i zagęszczeń można by załatwić jednym stwierdzeniem: Każdy kto zna się choć trochę na ekologii lasu i ma minimalne pojecie o ptakach wie, że albo mamy w lesie ten gatunek, albo leśnika z jego zabiegami. Połączyć się jednego z drugim nie da. To nie jest wiedza magiczna tylko podstawowa. Pozwoliłem sobie jednak przytoczyć te dane by uświadomić kolegom leśnikom jak ich działania wpływają na "bioróżnorodność". Może się to uda za pomocą cyferek.



Na koniec wróćmy do profesora Brzezieckiego. Wydaje się, że gdyby profesor chciałby być z czytelnikami Lasu Polskiego zupełnie szczery i traktował ich poważnie powiedział by tak:  Na terenach chronionych trzeba się liczyć ze spadkiem liczebności tego gatunku wraz z wycofywaniem się świerka. Na terenach gdzie czynnie się walczy o pozostanie świerka spadku raczej nie będzie, albo będzie bardzo niewielki. Dzięcioła tam prawie nie ma i nie ma, co spadać. Wcześniej wykończyła go gospodarka leśna.

czwartek, 26 lutego 2009
Bioróżnorodność w Puszczy


Zebrało mi się na białowieskie przemyślenia. Trochę łażę po lesie i jeszcze przeczytałem wywiad z profesorem Bogdanem Brzezieckim z SGGW przeprowadzony przez Wojciecha Sobocińskiego i opublikowany w Lesie Polskim. Tu kolejne strony wywiadu: 1, 2, 3, 4
Wywiad jest szalenie interesujący, bo pokazuje jak Puszczę Białowieską widzi leśnik-naukowiec. Niestety prawie niczym się nie różni od leśnika przeciętnego. Takiego co las  chce hodować. Jeden i drugi stara się udowodnić za wszelką cenę, że bez ingerencji człowieka puszcza coś straci. Według profesora bez leśnika Puszcza stanie się "obszarem pokrytym spontanicznie rozwijającą  się roślinnością leśną" i  kiepsko tu będzie z "bioróżnorodnością".  

Jakoś nie widzę tej bioróżnorodności w posadzonych tu młodnikach świerkowych i sosnowych, ale może się mylę. Podobnie jak Państwowa Rada Ochrony Przyrody, która nie widzi negatywnych skutków ochrony ścisłej w Puszczy. A profesor takie widzi: zanika sosna, dąb i świerk, a za to pojawia się coraz więcej grabu.

Dobrze, ale dlaczego grab jest fe, a sosna, dąb i świerk cacy?  Tego profesor nie wyjaśnia. Grab ma zwykle sporo naturalnych dziupli. Nasiona grabu stanowią pokarm wielu zwierząt. Owszem trudno go przerobić na deski, a gdy ścięty za długo poleży rąbanie na opał to męka, ale chyba to nie stanowi o klęsce systemu ochrony i jego nikłej wartości dla ekosystemu? Tak  surowo profesor Brzeziecki nie ocenia lipy, której według niego też przybywa. Może dlatego, że drewno lipowe należy do "użytkowych"? Dlatego starych lip jest tyle co kot napłakał w gospodarczej części Puszczy, bo po prostu zostały wycięte. Wreszcie nie wiadomo, czy dominacja grabu i lipy jest dana na wieki, bo badania prowadzone są od 1936 roku, czyli z ludzkiej perspektywy bardzo długo, ale gdy weźmiemy pod uwagę długość życia drzew, raczej krótko.

Profesor narzeka, że coraz mniej mamy świerka. To prawda. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie przypuszcza, że wraz z ocieplaniem się klimatu będzie go przybywać. Nawet tak wpływowa organizacja jak Lasy Państwowe nie da sobie rady ze zamianami klimatycznymi i walka o świerka przypomina trochę zawracanie Wisły kijem.
Bardzo widać u profesora podział na gatunki użyteczne i nie lub jak kto woli lepsze i gorsze.

Mamy zwalczać te "gorsze", by dać fory tym "lepszym". Wygląda mi na to, że  "ochrona czynna" w celu zachowania "bioróżnorodność" ma polegać na sztucznym utrzymaniu takiego drzewostanu jaki wydaje się ludziom najwłaściwszy. Problem w tym, że idąc tym tropem dojdziemy do słusznego wniosku, że miejscami o najwyższej "bioróżnorodności", czyli o składzie gatunkowym, najbardziej zróżnicowanym  i znajdującym się pod pełną kontrolą jest ogród botaniczny lub zoologiczny.  Naprawdę wolę by Puszcza została obszarem pokrytym spontanicznie rozwijającą  się roślinnością leśną.

Na koniec słówko o samym określeniu "bioróżnorodność" lub różnorodność biologiczna.  Czy mniej zróżnicowane ekosystemy np. Arktyczny są mniej warte od bardzo zróżnicowanych? Coś mi się wydaje, że już dawno ta zbitka słów straciła swoje pierwotne znaczenie i stała się słowem przykrywką do przykrywania różnych dziwacznych działań wobec przyrody. Podobnie jak "zrównoważony rozwój" - ulubiona para słów ministra Jana Szyszki. Jak słyszę jedno, albo drugie, albo co gorsza i jedno i drugie to ciarki przechodzą mi po plecach.

c.d.n. - ponieważ wywiad  jest bardzo inspirujący
 
czwartek, 19 lutego 2009
Jelenie w trzcinach

Kolejne spotkanie zimowe w czasie narciarskich wycieczek. Dziś ze stadkiem jeleni.Łanie, cielaki i w środku młody byk.

Z początku patrzyły się na mnie jakby były zdziwione. Może przez narty - mało kto tu jeździ, może przez maskujące ubranie. Patrzą i myślą; co to za dziwoląg? Przynajmniej wydaje się, że tak jest, bo taki mają zdziwiony wyraz pysków. Chyba pierwszy raz zobaczyły coś takiego jak człowiek na nartach i niezbyt są pewne co teraz trzeba zrobić. Dzięki temu miałem czas wyciągnąć aparat i zrobić zdjęcie. Czasami taki sposób na "dziwadło", pozwala podejść całkiem płochliwe zwierzęta.

W końcu dotarło do nich, że człowiekiem na nartach to jednak człowiek i trzeba zwiewać co sił w nogach. 

środa, 18 lutego 2009
Na żubry pada śnieg

Przemiłe stado spotkane w lesie w trakcie narciarskiej wycieczki.Wyglądały magicznie w sypiącym śniegu

wtorek, 10 lutego 2009
8 godzin


      Siedzieć osiem godzin bez przerwy w samochodzie, to jakiś koszmar. Przynajmniej dla mnie. A co powiedzieć o kilkunastu godzinach, albo nawet paru dniach. I co powiedzieć, jeżeli to nie jest kilkanaście godzin w wygodnym fotelu tylko w jakiejś przegrodzie, zimnej twardej. Bez wody, bez jedzenia, w stresie.
 

  Nie piszę o ludziach, ale o zwierzętach transportowanych w straszliwych warunkach, czasami przez wiele godzin. Wielokrotnie więcej niż 8 godzin. Czy skoro składają nam najważniejszą ofiarę jaką jest życie, byśmy mogli jeść, albo po prostu na tym zarabiać,  nie powinniśmy traktować ich po ludzku, z szacunkiem i ograniczać ich cierpienie do minimum?
  

Dlatego z całego serca popieram projekt ograniczenia czasu transportu zwierząt na terenie Unii Europejskiej do 8 godzin. Gorąco zachęcam do złożenia podpisu tu  www.8hours.eu . Poinformujcie o tym znajomych i kogo się da. To bardzo ważna inicjatywa. Gdy podpisów będzie milion sprawą będzie musiała się zająć Komisja Europejska. Milion w całej Unii to niedużo i powinno się udać zdobyć tyle podpisów szybko.

wtorek, 27 stycznia 2009
Zekoterroryzowany Bronisław Wildstein


Stało się to czego się obawiałem. Bronisław Wildstein został zekoterroryzowany przez ekologistów. I po cichu bardzo się z tego cieszy.

Ale zacznijmy od początku. Najpierw Bronisław Wildstein przedstawił, a raczej zdruzgotał w swoim programie " Bronisław Wildstein Przedstawia" dogmat dotyczący globalnego ocieplenia. Trochę  było śmiesznie, bo mnie śmieszą bardzo nadęte komentarze redaktora Wildsteina. Teraz były jeszcze przeplatane zdjęciami z akcji Greenpeace, którym towarzyszyło muzyczne tło jak z filmu grozy. Wyglądało to tak jakby, dzieliły nas minuty od opanowania świata przez Greenpeace i jego aktywistów ubranych w jaskrawe kurteczki.
 
Poza tym nuda.  Profesor Zbigniew Jaworowski i jego wykresy, że się oziębia. Opowieść o petycji oregońskiej i naukowcach którzy kwestionują wpływ człowieka na klimat. Szkoda, że nie było nieocenionego profesora Mastalerza, który mógłby  pogłębić głębokie myśli profesora Jaworowskiego.

Była tylko jedna nowość. Mój kolega ze szkoły (nie wiem czy się nie obrazi, że tak się przypominam) Tomek Sommer, który twierdzi, że już dziury ozonowej nie ma. Tu chciałbym Tomka ostrzec. Otóż NASA twierdzi, że jest i ma się dobrze. Uważaj Tomku, bo NASA może Ci nie darować głoszenia prawdy. NASA jest przesiąknięta i przeniknięta przez elity uniwersyteckie Ameryki, a te elity to lewactwo, hipisi i..... aż się boję pisać kto, ale każdy wie kto.....

Był też Pan z Centrum Adama Smitha, który powiedział, że za tym wszystkim stoją interesy. Na dodatek był Maciek Muskat z Greenpeace, by było obiektywnie. A na koniec redaktor Wildstein wygłosił myśl "że trzeba bronić środowiska" przed ekologami lub jak to mawia ekolgistami. Ekologiści to coś takiego jak komuniści, marksiści lub inni "iści", którzy podkopują naszą cywilizację i jej zdrowe korzenie jak turkuć podjadek.

Flaki z olejem. Po pierwsze należało się tego spodziewać. Po zdemaskowaniu czterech pancernych i psa, a potem Klossa, redaktor Wildstein musiał skierować swój sokoli wzrok na "ideologów spod zielonego sztandaru". Kiedyś przecież pisał, że obrona Rospudy to robota "salonu". Po drugie nic nowego. Profesor Jaworowski jest czołowym medialnym autorytetem od klimatu i bryluje w polskich telewizjach od dawna. Nie świadczy to o niczym innym,  tylko o tym, że Polska jest grajdołem, w którym mało kto rozumie na czym polega nauka. A dziennikarzom wydaje się, że jak ktoś ma tytuł profesora to jest wiarygodnym naukowcem. Tacy profesorowie, ich petycje, wykresy i teorie zwykle lądują w krajach cywilizowanych w jednym worku z kreacjonistami i innym naukowym folklorem. Tak samo jest z  "raportem" 650 naukowców, o którym czasami Bronisław Wildstein zapomina dodać, że to raport mniejszości, a nie Senatu USA. Wildstein domaga się dyskusji. Dyskusji nie będzie, z tych samych powodów dla których lekarz nie dyskutuje ze znachorem.

Dlatego nie rozumiem dlaczego zareagowała Koalicja Klimatyczna, która napisała list otwarty i minister środowiska Maciej Nowicki. Nie rozumiem, bo przecież bzdury o zmianach klimatycznych w polskich telewizjach i gazetach powtarzane są od dawna. Proszę spojrzeć na poprzednie wpisy na moim blogu na ten temat.

Ktoś kto oglądał program Wildsteina i zna się trochę na rzeczy turlał się ze śmiechu ( ja akurat turlałem się w łóżku). I to jedyna reakcja na jaką zasługiwał ten program. Pisanie listów otwartych mija się z celem. Efekt jest tylko jeden. Redaktor Wildstein, czuje się tylko bardziej zekoterroryzowany niż był. Czyli czuje się  świetnie. Ma dowód na to, że spisek jest bardzo wpływowy i prowadzi terror intelektualny, którego on jest ofiarą. Ma o czym pisać w "Rzeczpospolitej".

A tak na marginesie spisków oraz pytań w stylu; komu na tym zależy? Ciekaw jestem czy Bronisław Wildstein potrafi wymienić kraje, w których interesie nie leży ograniczanie emisji CO2 i rozwój odnawialnych źródeł energii,  bo ich głównym produktem eksportowym i narzędziem uprawiania polityki są paliwa kopalne?
poniedziałek, 12 stycznia 2009
Las pełen pułapek


   Wiele wskazuje na to, że wreszcie rząd postanowił przestać ignorować Puszczę Białowieską. Przy czym nie chodzi mi o ten rząd. Akurat ten jest za krótko, by go oskarżać o takie rzeczy, ale o rząd w sensie kolejne polskie rządy po 1989 roku. Poza rządem Cimoszewicza, który dość mocno przyciśnięty przez polską i światową opinie publiczną w 1996 roku powiększył Białowieski Park Narodowy o 50 km. kw. pozostałe rządy, albo udawały, że sprawy nie ma, albo starały szukać rozwiązań które nie naruszyłyby władzy Lasów Państwowych na tym terenie. A takie rozwiązania jak wiadomo nie załatwiają niczego. Puszcza poza parkiem wygląda marnie.

No ale ten rząd chyba się zdecydował na bardzo poważny krok. Bo dodatkowe 200 km kw. wcielić do parku to naprawdę coś. Tylko, ze łatwo nie będzie.

Jest jeszcze taki czynnik jak miejscowa ludność. Bardzo nie lubię tego słowa "miejscowa" bo jak tu ustalić kto miejscowy bardziej, a kto mniej. Czy trzeba się urodzić? Czy wystarczy mieszkać 5 lat? A czy jak ktoś się tu urodził to ma większe prawo do decydowania od tego co mieszka 5 lat?  Zostawmy te rozważania. Przedstawicielami tutejszej ludności jest samorząd. I zwykle jest tak, że jak Lasom Państwowym ma stać się krzywda to samorząd bierze je w obronę. To znaczy werbalnie chodzi mu o ludność, ale każde dziecko wie,  że nie o ludność tylko Lasy. Bo jak Lasy ograniczały sprzedaż opału ludności, gdyż zamiast ludności wolały wielkie firmy to samorząd milczał. I tym razem tak będzie i niech sobie resort środowiska nie myśli, że tak sobie łatwo coś do parku wcieli.

Przedsmak już jest. Oto stanowisko Rady Gminy Białowieża z końca zeszłego roku. Radni piszą to co zawsze:
- z turystyki nie ma pieniędzy (to ciekawe co te hotele robią w Białowieży)
- przez ochronę nie ma przemysłu (zawsze uważałem, że powinna tu powstać rafineria, albo kopalnia odkrywkowa, na hutę nie ma zgody)
- my prawdziwi gospodarze, uważamy, że leśnik powinien się tym lasem zajmować i nie wolno słuchać "wąsko wyspecjalizowanych naukowców", bo las bez leśnika nie urośnie (pech, że w tym rezerwacie ścisłym ciągle coś rośnie)

To stare i nieco nudne już argumenty. Ale  pojawił się też nowy. Niezwykle świeży. Otóż radni się martwią, że taki las niewycinany dla turysty i miejscowego człowieka może być groźny i niebezpieczny. Racja.  Na łeb człowiekowi może konar spaść jak człowiek wejdzie do tego lasu. Albo takie martwe drzewo zostawione dla dzięciołów, pod naciskiem ekologów, na człowieka się może się zwalić. I nie bójmy się zapytać: czy dzięcioł,  albo robal z próchna jest ważniejszy od człowieka?

 Choć nie słyszałem o takim wypadku jak długo tu mieszkam to zgadzam się z radnymi całkowicie. W wyciętym przez leśnika lesie turyście to nie grozi. Nic na łeb nie spadnie. To logiczne. Jeszcze tylko warto z tymi zwierzętami coś zrobić, żeby człowiek albo turysta zwiedzając nasz już bezpieczny las, nie wdepnął w kupę. A taki żubr to potrafi nawalić....
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12