niedziela, 11 stycznia 2009
Kicz przyrodniczy

 

 Niech to bedzie taki wpis weekendowy, bo ostanie dni spędziłem w Warszawie. Ciężkie doświadczenie. Na szczęście znów jestem w Teremiskach. I mogę sobie patrzeć na takie obrazki. Niebieska jak nie wiem co sikorka modra i czerwone jabłko. Nie wiem, dlaczego akurat te sikory przepadają za jabłkami.

 

 

Natomiast zestawienie kolorystyczne owocu i ptaka jest iście kiczowate. Tylko jakoś ten kicz nie razi.

 

wtorek, 06 stycznia 2009
Do Jacka Żakowskiego

Wrzycam list który napisałem do Jacka Żakowskiego, gdyż po wpisie na blogu pt "Trzymaj się Piotrek" stałem się bohaterem jego tekstu o dziennikarstwie.



Drogi Jacku,
 
  Bardzo mi miło, że jako skromny dziennikarz od zwierząt znalazłem tak znaczące miejsce w Twoim bardzo poważnym tekście o dziennikarstwie w ostatniej "Polityce". Wymieniłeś mnie w nim niemal tyle razy co Piotra Pacewicza, który dyskusję rozpoczął, co stanowi dla mnie honor.  
 

Ale do rzeczy. Piszesz tak: „...co, poza zrzędzeniem, Adam Wajrak zrobił lub gotów jest zrobić, byśmy się mniej za polskie media wstydzili?...” Spieszę z odpowiedzią. Mam zamiar robić to, co robiłem dotychczas, czyli rzetelnie opisywać świat, bo jak wiadomo na tym polega podstawowe zajęcie dziennikarza. W moim wypadku jest to świat sikorek i dzików.

Jeśli chodzi o środowisko dziennikarskie i to co mogę dla niego zrobić to po prostu spróbuję nazywać rzeczy po imieniu. A według mnie jest tak:

- zapraszanie dwóch lub więcej polityków, by komentowali jednocześnie coś dla gazety lub telewizji, to nie żaden obiektywizm, tylko robienie czytelnikom i telewidzom wody z mózgu. To, że zrobiliśmy z polityków celebrities, to niewybaczalny błąd;

- dawanie stronom jakiegoś sporu tyle samo miejsca, czasu, bez próby dojścia prawdy, ograniczenie się tylko do podtykania mikrofonu lub dyktafonu – to lenistwo i draństwo wobec naszych czytelników i widzów.
 
Moim głosem mało kto się przejmie. Nie czuję też solidarności zawodowej. I nikt mnie nie zmusi, bym ją poczuł. Tobie widzę bardzo na niej zależy.
 
Ma więc nieśmiałą prośbę.  Chłopcy i dziewczęta z mikrofonem, którzy, jak rozumiem, często Cię irytują swoją niekompetencją, zyskaliby więcej, gdyby ktoś taki jak Ty wyraźnie i publicznie mówił, co w tym zawodzie jest dobre, a co złe. Tak jak Pacewicz wskazał na telwizyjne pyskówki z politykami. Wydaje mi się, że to lepsze od szukania na siłę tego co nas łączy.

pozdrawiam serdecznie z lasu

Adam

poniedziałek, 05 stycznia 2009
Stado

Mroźno, ale bardzo przyjemnie. Wycieczka na północ Puszczy i spotkanie z żubrami. Wygladaja bardzo pierwotnie. W sumie to chyba ostani przedstawiciel europejskiej megafauny.


 

Gdy nas zobaczyły od razu staneły frontem w naszym kierunku. Tak na wszelki wypadek. Stado rozproszone po wielkiej łące liczyło kilkadziesiąt sztuk. Byki trzymały się nieco na uboczu, a krowy z cielakami w większych grupach.

 

czwartek, 01 stycznia 2009
Dziczki

Niespodzianka w czasie noworocznego spaceru z przyjaciółmi. Na polanie gdzie zwykle przebywają żubry stadko dzików.

 

A właściwie dziczków, albo lepiej warchlaków. Zupełne maluchy.

 

Na oko powinny być jeszcze prowadzone przez lochę, ale opieki z nimi nie ma. Ryja jak szalone i w ogóle nie robią sobie nic z tego, że podchodzimy coraz bliżej.

 

Zerkają w naszą stronę ale nie uciekają. Czy to przez brak doświadczenia? A może działa głód. Zima robi się coraz sroższa, a żołędzi w tym roku mało. A może jedno i drugie.

środa, 24 grudnia 2008
Wszystkiego najlepszego

 Byśmy żyli w świecie, który bedzie lepszy od tego, który znamy. A tu jeszcze taka niespodzianka.

 

poniedziałek, 22 grudnia 2008
Trzymaj się Piotrek

Przeczytałem Listy Otwarty napisany przez dziennikarzy wybitnych, bo takimi chyba są ludzie, którzy dostali tytuł Dziennikarza Roku – i jestem zdruzgotany. Najwybitniejsi z nas troszczą o to, „co łączy środowisko”.  

Przecieram oczy ze zdumienia. O co? Jedność? A co mnie łączy z „dziennikarzem”,  którego jedyna umiejętność polega na podtykaniu pod nos mikrofonu? Czy ja chcę mieć coś wspólnego z pracownikami gazety, która opisuje, jak wieloryb wpłynął Wisłą do Warszawy, pokonując wcześniej zaporę we Włocławku? W życiu. W nosie mam taką jedność.

Za to jakość mnie o obchodzi. Bo obchodzi mnie, w jakim kraju żyję, i to bardziej niż jakaś fikcyjna zawodowa jedność. Media są ważnym elementem zdrowego, demokratycznego społeczeństwa. To my na co dzień opisujemy ludziom, jak wygląda ich otoczenie. To my weryfikujemy polityków i dostarczamy wyborcom informacji, na podstawie których będą głosować. Młodzi ludzie na podstawie tego, co im piszemy i pokazujemy, kształtują swoją wizję świata. Nie znam się na wszystkim, ale na moim podwórku zwanym „ochrona środowiska” jest po prostu tragicznie. Rospuda sprowadzona została do problemu „żabki kontra ludzie”, a zmiany klimatyczne do „spisku naukowej kliki”.

Gazeta nie jest w tym wszystkim bez winy. Często z zażenowaniem słucham dyskusji, w których moi redakcyjni koledzy rozbierają na części pierwsze jakieś absolutne bzdety. Też potrafimy do niebywałych rozmiarów rozdmuchać mało znaczące polityczne kłótnie albo historyczne pyskówki.

Nie przyjmuję do wiadomości, że nie można inaczej, bo oglądalność, nakład i taki trend na świecie. Ci, co tak mówią, chyba nie oglądają BBC ani nawet CNN. Chyba nie mieli nigdy w ręku Guardiana. Nigdzie nie ma ględzących polityków. Nikt nie pozwala, by jedni politycy weryfikowali innych polityków. To podstawowy błąd w sztuce. Równie dobrze można poprosić faceta z Coca-coli, by na wizji oceniał Pepsi. Nikomu z poważnych dziennikarzy nie przyjdzie do głowy, by politycy zastępowali celebrytów. Od dostarczania emocji w zachodnich mediach są właśnie wszelkiego rodzaju gwiazdy i gwiazdeczki, które mają tę zaletę, że lepiej od polityków wyglądają, no i nie rządzą krajami. Naprawdę wolę oglądać Dodę niż Piterę.

Tuzy dziennikarstwa powinny czuć wstyd. Piotrek Pacewicz  napisał o czymś, o czym po kątach i po cichu szeptało całe środowisko. Zrobił rzecz, którą dawno już powinien zrobić któryś z Dziennikarzy Roku.
środa, 17 grudnia 2008
Ręce odpadają


   Ciekawych rzeczy o klimacie można się dowiedzieć nie tylko z telewizji. Również z gazet. Z Gazety Wyborczej też. Najpierw Witek Gadomski w kwestiach klimatu powoływał się na niejakiego Lawsona, byłego sekretarza skarbu w rządzie brytyjskiej Żelaznej Damy, który najpierw napisał książkę o odchudzaniu, a potem o zmianach klimatycznych. A teraz Jacek Fedorowicz za autorytet bierze niejakiego profesora Mastalerza, który jest chemikiem słynącym ze stwierdzeń, że DDT lub PCB to miłe i nieszkodliwe substancje. Według Jacka Fedorowicza, ten profesor to "klimatolog". Mądry ten "klimatolog" przeciwstawia swoje wyważone tezy, rozgrzanym młodzieńczym głowom lansującym teorię o globalnym ociepleniu.

  Jacek Fedorowicz nie musi wiedzieć, że profesor Mastalerz to nie żaden klimatolog. A te rozgrzane głowy co lansują teorie o globalnym ociepleniu to wybitni specjaliści od klimatu,  publikujący w najlepszych czasopismach naukowych. W tych czasopismach jakoś trudno znaleźć nazwisko profesora Mastalerza lub innego guru polskiej klimatologii telewizyjnej radiologa prof. Jaworowskiego. Oczywiście to co mówią prawdziwi klimatolodzy jest nieco bardziej skomplikowane niż "proste i logiczne”  opisy naszych "speców" od klimatu. Dlatego tak ładnie się nie sprzedają się w mediach.

  Głos medialnych klimatologów jest donośny,  bo większość moich kolegów dziennikarzy to już nie dziennikarze, ale pracownicy mediów. Pracownik mediów w przeciwieństwie do dziennikarza (obawiam się, że to gatunek na wymarciu) nie musi znać tematu i nie chce dociekać prawdy. Pracownikowi mediów wystarczy, że jednego pana posadzi naprzeciw drugiego i każdy z nich powie coś kontrowersyjnego. Albo powtórzy drukiem to co usłyszał. Nie ma znaczenia czy głupoty plecie polityk,  klimatolog, ekolog, robotnik albo wędkarz. Byle by gadał. Dlatego właśnie guru klimatologii w Polsce jest prof. Jaworowski albo prof. Mastalerz, lub prezydent naszego południowego sąsiada Klaus. Bo choć nie mają ani badań, ani publikacji to gadają i gadają.

  I co z tego zapytacie kochani? Nic. Ze spokojem czekam na program lub artykuł z którego się dowiem, że z bolącym zębem lepiej iść do kowala niż do dentysty. Jak to mówi Nuria ręce odpadają. 

poniedziałek, 15 grudnia 2008
Obwodnica przez Dolinę Rospudy nielegalna
 Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok w sprawie pozwolenia na budowę obwodnicy Augustowa. Pozwolenie zostało zawieszone, a po uprawomocnieniu się wyroku zostanie anulowane. Od dziś budowa w tym miejscu nie ma żadnej podstawy prawnej. Gratulacje dla wszystkich, którzy walczyli o to by Dolina Rospudy ocalała. Świetna robota, ale co ważniejsze chyba pierwszy przykład w niepodległej Polsce na to, że społeczeństwo obywatelskie potrafi bronić ważnych dla niego spraw. Mam nadzieję, że już wkrótce władze wyznaczą nowy przebieg obwodnicy zgodny z prawem. Wtedy bedzie się z czego cieszyć!
niedziela, 14 grudnia 2008
Liga broni, liga radzi
  Właśnie przeczytałem w "Dzikim Życiu",  miesięczniku wydawanym przez Pracownie na Rzecz Wszystkich Istot, że prezesem Ligi Ochrony Przyrody został Ryszard Kapuściński. Nie chodzi o nieżyjącego wielkiego reportera i pisarza, ale o zastępcę Dyrektora Lasów Państwowych.  Gratuluję. Czy to nie spełnienie marzeń naszego byłego ministra środowiska Jana Szyszki, który apelował by ekologią zajmowali się ekolodzy-praktycy, a nie pseudoekolodzy i ekoteroryści ? Czy to nie piękna unia personalna? Najstarszą polską organizacją działającą na rzecz ochrony przyrody zarządzać będzie leśnik z samego leśnego świecznika. Liga Ochrony Przyrody przytulona przez Lasy Państwowe na pewno podreperuje swoje finanse i będzie jeszcze bardziej rozsądna niż była. Nie będzie warcholić i podkopywać oraz podważać sensu pracy leśnika polskiego, który w znoju i trudzie hoduje, dba i pielęgnuje. Z pewnością już wkrótce Liga wyda konstruktywne oświadczenie w sprawie Puszczy Białowieskiej. Już nie mogę się go doczekać.
środa, 10 grudnia 2008
Blokada


 Dziś znów Augustów zablokowany. Lepiej napisać manipulowany. Pan Dyjuk i Pan Chmielewski wyprowadzaja ludzi na ulicę, nie dlatego że obchodzi ich interesy miasta przez, które ciągnie tysiące tirów, ale po to by przykryć swoją niebywałą arogancję i niekompetencję.  Awanturą chcą zamaskować fakt, że to nie ekolodzy,  ale sądy wykazały, że budowa przez bagienną dolinę Rospudy jest sprzeczna z prawem. Mówiło się im o tym od lat, ale oni wiedzieli swoje.

  Jakby tego było mało dziś wszystko wskazuje na to, że gdyby obwodnica miała przebiegać przez torfowiska, była by nie tylko tragedią dla przyrody, ale też dla ludzi. W tym wariancie jest najwięcej gospodarstw do wyburzenia. Tylko nie pod Augustowem, ale dopiero pod Suwałkami. O tym obrońcy ludu nie wspominają. Jak rozumiem dla nich mieszkańcy tamtych wsi to jakiś gorszy gatunek. A argument mówiący o tym, że obwodnica w nowym przebiegu będzie budowana przez 10 lat, można między bajki włożyć. Tak wolno nie buduje się dróg nawet w Polsce. Każdy widzi, że forsując niezgodny z prawem wariant drogi się nie wybuduje. Za to z pewnością Panowie Dyjuk i Chmielewskie będą mieli więcej okazji do blokad i wrzasków. Na szczęście coraz mniej ludzi im wierzy.
 

 Na koniec mam propozycję. Pan Chmielewski znany działacz na rzecze poprawy bezpieczeństwa ruchu zapowiedział, że ściągnie na blokadę rozbity samochód. Ma on symbolizować wypadki drogowe. Dobrze by do niego jeszcze włożył flaszkę po wódce. Wtedy symbol będzie pełniejszy. Czy to nie właśnie Pan Chmielewski został zatrzymany przez policję gdy prowadził po pijaku?

I jeszcze P.S. Jakiś niezwykle odważny człowiek wyszedł naprzeciw blokadzie z transpraentem ”Dziękuję ekologom za mądrą decyzję”. Z tego co wiem to nie żaden działacz, ale mieszkaniec okolic Augustowa. Reakcja zwolenników Panów Dyjuka i Chmielewskiego była łatwa do przewidzenia. Rzucili się do bicia. Chciałbym podziękować temu Panu za tą postawę i doprawdy ułańską fantazję. Ale niech Pan więcej nie ryzykuje.   

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12