wtorek, 02 grudnia 2008
W telewizji sami fachowcy


Przyglądałem się wczoraj telewizyjnym programom o zmianach klimatyczny. Było tak jak się można spodziewać. Dyskusja o najpoważniejszym wyzwaniu przed jakim stanęła ludzkość od jakiś 10 tys lat. była drugą albo nawet trzecią wiadomością. Gdyby konferencja nie odbywała się w Poznaniu to w ogóle nie zawracalibyśmy sobie głowy taką drobnostką. Znacznie ważniejsze jest przecież ustalenie czy Lech Wałęsa coś podpisał 30 lat temu, albo czy posłowie PiS wyjdą z Komisji Przyjazne Państwo lub też jak to było z tą wycieczką prezydenta Kaczyńskiego do Gruzji. Kto w końcu obok niego strzelał, oraz co usłyszał w tej sprawie Palikot.

Za to jeżeli już mówi się o zmianami klimatu to robią to fachowcy. TVP Info zaprosiło do studia dwóch profesorów. Jeden powiedział, że się ochładza, a drugi coś równie ciekawego. Generalnie wynikało z tego, że zmiany klimatyczne to jakaś bzdura wyssana z palca. Czyli nie ma się co martwić, a tak konferencja poznańska to bicie piany, które niewiadomo czemu służy. Podobnie mówił też inny profesor w Polsacie i chyba TVN. Zadałem sobie trochę trudu i poszperałem w poszukiwaniu naukowych publikacji dotyczących klimatu wytworzonych przez szanownych profesorów. I tu zaskoczenie. Takie wypowiadają rewolucyjne i odkrywcze tezy, a nie mogą się pochwalić żadnymi publikacjami w recenzowanych czasopismach. Nic w Nature, nic w Science? Ciekawe dlaczego? Czyżby naukowy, wszechświatowy spisek blokował niewygodną prawdę głoszoną przez tych wybitnych, ale kontrowersyjnych polskich luminarzy nauki. Czyżby 90 proc. specjalistów od klimatu zawarło tajne porozumienie w tej sprawie, bo to świetny interes?

Może tak jest. Ale może panowie profesorowie to po prostu marni naukowcy robiący sobie nazwisko wypowiadając szokujące teorie. Domyślam się, że na wielu moich kolega dziennikarzach sam tytuł profesora robi niezwykłe wrażenie. Na mnie nie bardzo, bo miałem okazję spotkać profesorów wybitnych, ale też marnych. Jakość naukowca można sprawdzić po tym ile i gdzie publikuje. To kulawy system, ale jak na razie jedyny skuteczny. Nie odmawiam prawa wypowiadania się kontrowersyjnym naukowcom. Ale robienie z nich jedynych i ostatecznych autorytetów to trochę przesada. Diennikarze na pewno mogą znaleźć właśnie teraz w Poznaniu całkiem niezłych specjalistów od klimatu. Może warto. A jeżeli nie to proponuję by o ADIS opowiadali lekarze, którzy uważają, że nie wywołuje go HIV- są tacy. O ewolucji naukowcy, którzy uważają, że człowiek i dinozaury chodziły po ziemi w tym samym czasie – w Polsce nie będzie kłopotu z takimi i też mają tytuły profesorskie.

Tak też można. Tylko później nie ma się co dziwić, że świat traktuję Polskę jak potworny grajdół. A nazwisk profesorów nie wymieniam, żeby sobie moich koledzy dziennikarze ich nie utrwalili jako kontrowersyjnych, lecz wybitnych specjalistów od klimatu.

poniedziałek, 01 grudnia 2008
Kozice bez szans



Dziś w Poznaniu rozpoczyna się onzetowska konferencja dotycząca zmian klimatycznych. To chyba niezły powód by spojrzeć na ten problem  okiem przyrodnika.

Tym bardziej, że odnoszę wrażenie jakby całe to niezwykle złożone zagadnienie zostało sprowadzone do walki: wiatrak kontra komin. A jest znacznie szersze i poważniejsze.
Skoro w weekend pisałem o tatrzańskich niedźwiedziach zostańmy w Tatrach. To dobre miejsce na rozważania o zmianach klimatycznych. Wszyscy znają symbol tutejszego parku narodowego. Jest nim kozica. Zwierzę znakomicie przystosowane do życia w ciężkich warunkach. Zimowe futro kozicy jest dobrze izolujące, że gdy zwierzęta przyprószy śnieg to ciepło wytwarzane przez ich ciało do niego nie dociera i snieg się nie topi.

Racice mają ostre krawędzie, które działają jak raki. Zresztą w środku racic jest miękka część, która działa jak poduszka antypoślizgowa. Serca to super pompa. Waży 400 gram podczas gdy sama kozica około 40 kilogramów. U człowieka który zwykle jest dwa razy cięższy serce waży około 300 gram. Kozicom nie za bardzo przeszkadza ciężka tatrzańska zima.

Nasze kozice tatrzańskie to podgatunek. Poza nimi kozice żyją w Alpach. To największa, bo licząca pół miliona osobników populacja. Są kozice w Azji Mniejszej, na Kaukazie, Bałkanach, Alpach Sabaudzkich, Karpatach Rumuńskich. Do tego należy dodać gatunek: kozicę iberyjską występującą w Pirenejach, Apeninach oraz Górach Kantabryjskich. Gdy spojrzeć na mapę to aż dziw bierze, że tak podobne do siebie zwierzęta występują w tak różnych częściach naszego kontynentu.

Tymczasem w czasach ostatniego zlodowacenia czyli jakieś 11 może 12 tysięcy lat temu, dziś rozdzielone i rozrzucone kozice stanowiły jedną, a może kilka większych i zajmujących większy obszar populacji. Gdy przyszło holoceńskie ocieplenie wiele zwierząt przystosowanych do chłodów wycofało się tam gdzie warunki były dla nich sprzyjające. Renifery powędrowały na północ czyli do Skandynawii, a kozice do góry, w wyższe partie gór.



Dziś taki numer kozicom i reniferom by się nie udał. Ocieplenie następuje szybciej, a świat wygląda inaczej. Poza naturalnymi przeszkodami jest  poszatkowany barierami stworzonymi przez człowieka takimi jak drogi, uprawy lub miasta. Wiele gatunków nie ma szans na swobodne zasiedlanie nowych terenów lub ucieczkę ze starego terytorium. Dotyczy to nie tylko takich dużych zwierząt , ale też owadów i roślin. To co 11 tys. lat temu skończyło się na wymarciu (zapewne też przy udziale człowieka) części megafauny,  dziś będzie oznaczać olbrzymie wymieranie i gigantyczne dziury w ekosystemach. Gdy zniknie jakiś gatunek drzewa to wcale nie będzie oznaczać, że  na jego miejsce pojawi się przybysz z południa. Może nie dać rady, bo na drodze jego ekspansji na północ będzie pas upraw rolniczych. Problem jest na tyle poważny, że wielu naukowców mówi o przesiedlaniu gatunków. Inni uważają, ze takie przemieszczanie wywoła jeszcze więcej problemów.

Wyzwaniem jest nie tylko obcinanie emisji dwutlenku węgla, czyli likwidowanie przyczyny, ale przeciwdziałanie skutkom. Albo może lepiej ich amortyzowanie. Politycy powinni więcej uwagi poświęcać ochronie przyrody i planowaniu przestrzennemu. Niestety każdy widzi, że nie poświęcają temu ani sekundy, a wyobraźnie i kojarzenie faktów mają na poziomie czterolatka (bardzo przepraszam czterolatków). Wykładają się na znacznie prostszych rzeczach niż fragmentacja środowiska.

Przykład? Moja ulubiona ostatnio ustawa o ”odralnianiu” ziemi w miastach. Trąbi się w mediach o tym, że ocieplanie się klimatu to gwałtowne zjawiska pogodowe np. obfite, miejscowe opady. Co roku telewizje pokazują miasta zalane po gwałtownych burzach. A gdzie ta woda ma wsiąkać? Politycy nie widzą, że im bardziej miasta będą zabudowane tym bardziej będą zalewane? A wydawało by się, że to takie proste.

piątek, 28 listopada 2008
Niedźwiedzie zamiast polityków


Ponieważ pewien czytelnik uważa, że na blogu za mało o żubrach,  a za dużo o polityce, wklejam zdjęcia niedźwiedzi z Tatrzańskiego Parku Narodowego. Niedźwiedzicę z dwójką młodych można było obserwować w rejonie Hali Gąsienicowej na przełomie października i listopada. I to w biały dzień.



Muszę powiedzieć, że choć było to już kolejne spotkanie z niedźwiedziami zawsze czuję przed nimi respekt.

Niedźwiedzica nic nie robiła sobie z obecności ludzi i zajmowała się tym czym powinna o tej porze roku


czyli zajadaniem jagód

 czasami tylkopatrzyła bacznie w stronę zebranych na szlaku ludzi.

Dla mnie był to wspaniały widok i dowód na to, że prawdziwa dzika przyroda może istnieć obok człowieka. A do polityki wrócimy zapewne w przyszłym tygodniu. Choć daję słowo wolał bym pisać tylko o takich spotkaniach.

 

 

środa, 26 listopada 2008
Żubry

Na szczęście poza zupełnie głupimi politykami (patrz wpis wczorajszy) jest na świecie cała masa fajnych i przyjemnych spraw i rzeczy. Dziś przed domem mialem znów stado żubrów. Tym razem 9 sztuk. Razem jednak nie chciały zapozować

wtorek, 25 listopada 2008
Przestrzeń durniu !!!!

Nie wytrzymałem. Słowo daję,  nie wytrzymałem. Wracam do bloga. Dzięki komu? Otóż dzięki posłowi Palikotowi. A w obronie kogo? Prezydenta Kaczyńskiego.
Ustawa przewidująca odrolnienie i odlesienie ziemi znajdującej się w granicach miast, to po prostu skandal. I zasługuje na weto jak mało która. Już teraz to jak gospodarujemy przestrzenią w Polsce woła o pomstę do nieba. Ktoś kto ma oczy i patrzy doskonale to widzi. Budujemy gdzie popadnie. Nasz kraj wygląda jak sen wariata. Stajemy się coraz brzydszym, zapyziałym grajdołem. Planowanie przestrzenne przestało u nas istnieć. A teraz kolejna bariera na drodze do totalnej wolności ma zostać zniesiona.
Nie chodzi o byle nieużytek, gdzieś w środku miasta ale, o tysiące hektarów wokół nich. Lasy, łąki, pola  które choć nie wyglądają jak miejskie, są w ich granicach. Według ustawy mają zostać pozbawione ochrony automatycznie. Przecież one są filtrem zabezpieczający miasta przed zanieczyszczeniami. Od nich zależy miejski mikroklimat. W wielu miastach jakość wody. To tereny rekreacyjne. Skutki działań na jakie pozwal ustawa, której broni Palikot  widać po latach. One decyduja o losach pokoleń. Niestety nasi politycy myślą kadencjami. Niedawno byłem w USA i wiem jakie problemy związane z infrastrukturą np. komunikacyjną mają amerykańskie miasta, które zbytnio się rozpełzły. Koszty z tym związane liczone są w miliardy dolarów.

Za to w Europie Zachodniej takie "rolnicze" tereny się chroni bo to dobro publiczne. Niech sobie Palikot popatrzy na zdjecia satelitarne budynków NATO w Brukseli. Pełno tam wokół "nieużytków"

Ale to nie koniec fuszerek posła. Palikot lubi happeningi. Teraz chce wręczyć prezydentowi kruka z flaszka wódki na szyji, bo według Palikota  to:..."Złowrogi, drapieżny ptak. Straszący na polskich polach wciąż nieodrolnionych. Ukradł komuś flaszkę, co się krukom czasem zdarza" Panie pośle, kruk jest padlinożercą i zbieraczem, a nie drapieżnikiem. Jest ptakiem niezwykle inteligentnym, co wie każdy ornitolog. Wiedza pana posła o przyrodzie jest równie głęboka jak Jarosława Kaczyńskiego, który chciał niedawno wyciągać łosia z bagna. No ale czego się spodziewać po facecie, który szczyci się tym, że zastrzelił głuszca. Na miejscu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bym się nie obrażał tylko kruka przyjął. To symbol mądrości, a flaszka się zawsze przyda.

wtorek, 11 grudnia 2007
Jaki most? Jaki salon? Prawo i kropka


Dzisiaj pojawiły się dwie informacje związane z Rospudą. Pan Bronisław Wildstein napisał o tym, że to salon antycywilizacyjny stoi za całą akcją i on generalnie jest za ludźmi przeciw żabom, a Pan Chmielewski, znany bloker z Augustowa opowiedział Radiu 5, że były premier Jerzy Buzek powiedział mu, że rozmawiał z komisarzem Stavrosem Dimasem i podobno ustali kompromis: most wiszący nad torfowiskami.

Z pozoru felieton Pana Wildsteina i informacja Pana Chmielewskiego nie mają nic ze sobą wspólnego poza tym, że jeden Pan chce przywalić jak zwykle Wyborczej, a drugie chce ja zwykle zabłysnąć. Jeden pochyla się nad ludźmi z Augustowa, bardziej niż nad żabami, drugi daje im nadzieję, że już tam się w Brukseli załatwia.
To co łączy tych dwóch Panów to brak szacunku dla prawa i jego zupełna nieznajomość w tej kwestii. Wyrok sądu zasłoni się salonem , a przepisy dyrektyw i polskie prawo się naciągnie się tak by nam sprzyjały. Do Pana Wildsteina nie dociera, że Rospuda stała się tak wielką awanturą, albo jak to on pisze cyrkiem nie przez Wyborczą, ale przez to, że urzędnicy i politycy różnych opcji latami naciągali prawo, manipulowali, i produkowali legislacyjne buble. I to po raz kolejny wykazał sąd, bo Wildstein zapewne nie wie, że to kolejny wyrok w tej sprawie. Chmielewski natomiast z uśmiechem chce podążać tą drogą.

Nie liczy się litera dyrektyw tylko to co ktoś sobie tam z kimś ustalił. Może Dimas rozmawiał z Buzkiem, a Buzek z Chmielewskim. Może ktoś komuś powiedział o moście. Może, a może nie, a może rozmowa była o czymś innym . Tylko co z tego skoro nic to nie zmienia.

Po poniedziałkowym wyroku sądu i zgodnie z dyrektywami trzeba zrobić ocenę oddziaływania na środowisko analizującą wszystkie warianty i wybrać ten który nie narusza obszaru Natura 2000. Naciąganie prawa nic nie da. Chyba, że chcemy wrócić do punktu wyjścia i za dwa lata usłyszeć identyczny wyrok. Jeżeli naprawdę komuś zależy by załatwić sprawę obwodnicy jak najszybciej to trzeba zapomnieć o bajecznych rozwiązaniach z kosmosu. Dać sobie spokój ze spiskiem Wyborczej. Porzucić koncepcję mostów i estakad, bo to kwestia wtórna i tak naprawdę techniczna. Trzeba po prostu zacząć się stosować do prawa i znaleźć rozwiązanie, które go nie łamie. Tylko tyle. Wiem, że w polskich warunkach może to być straszliwy wysiłek.

wtorek, 04 grudnia 2007
Konkurs


Nie ma wątpliwości, że sprawa Rospudy była poruszana w czasie wizyty premiera Donalda Tuska w Brukseli. Sukcesem nas wszystkich, jest to, że problem tej małej rzeczki i jakiś 10 kilometrów kwadratowych torfowisk zajmuje głowy politykom i chyba nie daje im spokojnie usnąć.

Problem polega na tym, że wciąż nie za bardzo wiadomo, jakie stanowisko ma zamiar zająć w tej sprawie rząd. Co chce zrobić z Rospudą? A ponieważ nasi politycy przyjęli dziwną zasadę, że im mniej jasna wypowiedź tym lepiej nasza prosta wydawałoby się sprawa też się komplikuje.

No, bo niech mi to ktoś rozszyfruje. Podaje za PAP : Tusk zapowiedział „uporządkowanie” problemu Doliny Rospudy, gdzie wbrew stanowisku KE poprzedni rząd forsował budowę obwodnicy Augustowa. - Chcemy postawić ten problem na nogi, bowiem dotąd stał
na głowie - powiedział premier, nie zdradzając szczegółów.

Zanim się okaże co premier miał na myśli ogłaszam konkurs. Kto przewidzi celnie i właściwie na podstawie tej wypowiedzi, co rząd ma zamiar zrobić z Rospudą dostanie dużą odbitkę zdjęcia żubrów z Teremisek.

czwartek, 29 listopada 2007
Wczoraj w Teremiskach
sobota, 10 listopada 2007
Szczęść Boże PO

Proszę o to, link do pewnej audycji w Radyju. Tylko uwaga bo to hard core dla ludzi o mocnych nerwach. Ja na przykład dowiedziałem się, że jestem notoryczny kłamca, bo twierdzę, że na przebiegu obwodnicy są jakieś gatunki chronione. Ale to pryszcz.

Ważne jest to, że jakby przewodniczący, a obecnie premier Donald Tusk, chciał w nim wciąż koniecznie wystąpić to wiem jak to zrobić. Wystarczy, że poprosi o wstawiennictwo dwóch znany i cenionych działaczy Platformy z regionu czyli Pana Cieślika obecnie posła (w Radyju nie wspomnieli, że on z PO) i Pana Dyjuka (radnego wojewódzkiego tej zacnej, pro europejskiej i tak dalej i tak dalej partii). Cieszą się oni niezwykłym poważaniem i szacunkiem toruńskiej rozgłośni.

Naszych przyjaciół naukowców natomiast z pewnością ucieszy fakt, że ich ministrem, czyli ministrem nauki i szkolnictwa wyższego zostanie Pani Profesor Barbara Kudrycka. Nasza Pani Profesor jako deputowana z PO dzielnie walczyła o obwodnicę na froncie zachodnim czyli w Brukseli. O jej zmaganiach możecie przeczytać w wpisie „Bez wąsów” z 24 maja. 

Lepiej? O nie, wygląda, że po prostu inaczej.

sobota, 03 listopada 2007
Test Rospuda


Dlaczego nie komentuję na bieżąco, kolejnych wypowiedzi polityków na temat Rospudy? Oczywiście, że z lenistwa. A poza tym im jak zwykle nie ufam i nie mam zamiaru się zachwycać w poniedziałek, by przeżywać rozczarowanie we wtorek.

Na przykład kandydat na ministra środowiska Stanisław Żelichowski. W „Gazecie” powiedział, że trasę trzeba zmienić, a potem w „Dzienniku”, że trzeba powołać komisję, która przebada wszystkie warianty po to by Unii wykazać, że ten wybrany już przez drogowców jest najlepszy. Takie badania z góry założonym wynikiem. Oni wymagają, żeby wykazać to my już wykażemy. Wiecie rozumiecie.  Że te ptaki, storczyki i torfowiska są tam gdzie są, a gdzie indziej ich nie ma to żaden problem.

Trochę mi to przypomina ministra Szyszkę, co jeździł i przekonywał, jak to mówił „swego przyjaciela komisarza”. I tak podejrzewam, że tak samo jak Szyszce się nie udało, nie uda się Żelichowskiemu.

Widać buldogi szarpią się pod dywanem o Rospudę i w PO i w PSL. I niech się szarpią. Nie należy im przeszkadzać, pomagać i naciskać. Na razie Rospudę zabezpieczył i sąd europejski i nasz. To dobre zabezpieczenia. Rospudzie nic się nie stanie. A my, czyli wyborcy mamy znakomity test. Ten test bardzo szybko wykaże, czy PO i PSL to nie taki przebrany PiS lub SLD.
 

Ja natomiast uznam, że sprawa jest zamknięta, kiedy wykopią w trakcie realizacji wariantu alternatywnego pewną moją nagrodę, którą na jego przebiegu zakopaliśmy w bardzo nielicznym lecz zacnym gronie.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12