piątek, 12 października 2007
Nobel za klimat


To dobrze, że Al. Gore'a i Międzynarodowy Panel Klimatyczny ONZ uhonorowano Pokojową Nagrodą Nobla. Oczywiście już słyszę lament, że Gore to festyniarz, marny polityk zbijający polityczny i nie tylko polityczny kapitał na nośnym i modnym temacie.

Zaraz wszyscy wyciągną mu, że jego rachunek za prąd był najwyższy w całym hrabstwie i w związku z tym jest hipokrytą. I tak dalej i tak dalej.

Gdyby Nobla dostał tylko Gore takie gadanie byłoby nieco bardziej uzasadnione. Ale wraz z byłym wiceprezydentem nagrodę otrzymali też naukowcy, których badania wyraźnie wskazują na to, że przyczyną zmian klimatu na 90 proc może być działalność człowieka i że to co dziś widzimy to dopiero początek naprawdę dużego ocieplenia. Tak komitet noblowski wskazał na jedno z największych wyzwań przed jakimi stoi nasza cywilizacja.

Oczywiście to wyzwanie jest słabo widoczne z naszego polskiego grajdołka, bo dla naszych polityków i wielu publicystów zmiany klimatyczne to wydumany problem, a Gore jest śmieszny z tym ciągłym gadaniem o ociepleniu. U nas poważne problemy to przejście Nelly Rokity do PiSu, filipińska choroba Kwaśniewskiego, albo debata Kaczyński - Tusk.
Dobrze, że przynajmniej Lech Wałęsa pochwalił decyzję komitetu.

poniedziałek, 24 września 2007
Zwierzęta


Co ich napadło z tymi zwierzętami? Rymkiewicz pisze, że odwagę Kaczyńskich można porównać do gryzienia żubra w dupę. To jest pomysł głupi, bo żubr ma szalenie grubą skórę i szczęk braci raczej nie poczuje, a gdy się zorientuje, że ktoś mu się kręci wokół zada to takiemu delikwentowi pogoni kota (nie chodzi o tego kota). Kaczyński premier mówi, że on Polskę będzie wyciągał jak łosia z bagna za łopaty. O tym już pisałem. A teraz w wywiadzie w „Rzeczpospolitej”, Wojciech Kilar, swoją drogą świetny kompozytor mówi, że on popiera Kaczyńskich, gdyż są jak bobry co wycinają spróchniałe drzewa. Pod nimi mają być zdrowe korzenie. Kompozytor zapewne nie wie, że bobry są na tyle mądre, że spróchniałych drzew nie ruszają, bo ani to pożywienie ani budulec.

Jeżeli już z czymś mi się kojarzy zwierzęco nasza polityka i politycy (wszyscy) to tylko z rykowiskiem. Tym bardziej, że prawdziwe rykowisko w pełni. Politycy biegają w amoku jak byki. Ryczą ile sił w gardle. Walą się tymi swoimi porożami że słychać w całym lesie Na nic nie patrzą, na nic nie zwracają uwagi. Jak dopadnie taki drzewko to też się na nim wyładuje. Poszarpie, potrzaska, zniszczy. Nie jedzą. Jedno im tylko w głowie, by pogonić konkurenta i spędzić do haremu jak najwięcej łań. No, a potem je wykorzystać i porzucić. Trwa to tyle ile kampania wyborcza. Tylko, że jeleniami rządzą hormony, a politykami nie wiem co. Ale jeżeli już chcemy ich do zwierząt jakiś prównywać to nie do żubrów, nie łosi i bobrów, ale jeleni właśnie. Bo orły też z pewnością to nie są.

niedziela, 16 września 2007
Premier o nas znów

Podlasie to ma ciężko. Najdłużej walczyło z komunizmem, za co w PRL było represjonowane brakiem inwestycji, a gdy już w reszcie doczekało się rządu, który za zadanie postawił sobie wyrównanie tych niesprawiedliwości dziejowych, to okazało się, że to nie łatwe wcale. Cytuję goszczącego w Białymstoku premiera Jarosława Kaczyńskiego za PAP „...To jest zadanie, które komuś najwyraźniej przeszkadza - ktoś najwyraźniej chce żebyśmy nie mogli tego zrealizować. Ktoś knuje, ktoś próbuje tutaj wrzucać piasek w tryby. Organizowane są różnego rodzaju akcje, sięgające aż Brukseli, po to żeby różnego rodzaju bezwzględnie konieczne inwestycje - jak choćby obwodnica Augustowa - nie mogły być wybudowane" I jak się Państwo z tym czują? Wolę jak premier wyciąga łosia z bagna. Teraz powiało grozą
piątek, 07 września 2007
Admiralicja wędruje

W ogrodzie zaroiło się od motyli. Dokładnie od jednego gatunku: rusałki admirał. Motyle wysysają soki z gnijących ulęgałek, których zupełnie nie chce mi się uprzątać.



Ale najciekawsze jest to, że ich masowe pojawienie nie wiąże się tylko z gruszkami, ale również z wędrówką. Otóż powoli zaczynają one lecieć na południe Europy. Zimę spędzą gdzieś nad Morzem Śródziemnym. No proszę nie tylko ptaki u nas podróżuja.

czwartek, 06 września 2007
A nie można jak u susłów?


Dziś (a właściwie wczoraj) okazało się, że rząd jednak wysłał do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zapewnienie, że nie będzie budował obwodnicy Augustowa przez obszar Natura 2000 do czasu wydania przez Trybunał wyroku w sprawie. Ale ponieważ zaraz znów wybory, to ci politycy (czyli wszystkie opcje) którzy niedawno jeździli do Augustowa i na Podlasie, by obiecywać, że nie będzie nam Bruksela dyktować co i gdzie mamy budować znów tam pojadą.

Założę się, że znów będą mówić to samo, co przed wyborami do sejmiku. I znów się ludzie będą na to nabierać i znów będzie narastająca frustracja. Oczywiście na Podlasiu będą mówić jedno, a w Warszawie czy Krakowie co innego. Efektem tego będzie wybuch frustracji. Im dłużej to będzie trwało tym większy.
Ostatnio dużo jeździłem. Byłem też w Świdniku, gdzie na lotnisku jest największa kolonia susła perełkowanego. Urocze zwierzątko, które poza tym jest też gatunkiem priorytetowym chronionym przez dyrektywę siedliskową.




Susły do tej dyrektywy zostało zgłoszone przez Polskę by była jasność. No, a potem Polska postanowiła susłom trawiaste lotnisko zamienić na lotnisko z pasem z prawdziwego zdarzenia dla tanich linii. Dlaczego? Bo Lublin i Świdnik muszą mieć lotnisko, a susły się przesunie. Groziła awantura jak z Rospudą. Europa mogłaby nie zrozumieć, że Polska najpierw zgłasza susły, a potem chce je zabetonować. Ale co tam susły. Nie będziemy żyć przez nie w „skansenie” Już miało dojść do skandalu, kiedy władze samorządowe, wojewódzkie i władze lotniska wpadły na prosty i genialny pomysł. Można też przesunąć pas tak by nie przesuwać susłów. Wiem, że się powtarzam, ale przykład Świdnika dedykuję wszystkim politykom, którzy wybiorą się do Augustowa i w okolice, by zapewnić wszystkich o swym niezłomnym poparciu dla budowy obwodnicy właśnie przez bagienną dolinę Rospudy.

niedziela, 12 sierpnia 2007
Coś się komuś pomyliło?


Z pewnym, albo co tu oszukiwać z dużym zażenowaniem przeczytałem na stronach Wprost, że ministerstwo środowiska apeluje do nas, czyli ekologów (niech będzie, że ja też ekolog) byśmy posprzątali nad Rospudą. Przy czym nie chodzi o to co zostało po obozie, bo to posprzątane zostało na początku marca.
Chodzi o śmieci, które teraz tam zostawiają podobno turyści. Piszę specjalnie podobno, bo jak tam byłem ostatnio to żadnych śmieci, nie widziałem, ale resort od środowiska wie przecież lepiej.

A turyści przyjechali tam przez to, argumentuje ministerstwo środowiska, że myśmy tą awanturę o Rospudę wywołali. Prawda, że logiczne. Gdyby nie my to, już dawno to paskudne bagno zostało by rozgrzebane, powstała by fajna estakada i nikt by nie śmiecił. Było by czysto, po prostu.

Co więcej rzecznik resortu powiedział, że skoro stać ekologów na sprzęt wspinaczkowy do włażenia na drzewa, to niech się dołożą do likwidacji dzikiego wysypiska śmieci z azbestem.

Jak rozumiem tego azbestu nie przywlokła do lasu kochająca przyrodę, miejscowa ludność i nie jest to w gestii władz lokalnych. A ministerstwo, które jest od środowiska, co prawda ma pieniądze na loty helikopterem nad Rospudą z różnymi delegacjami, ale już na usuwanie niebezpiecznych odpadów nie. Oczywiście, że się czepiam. Loty helikopterem z pewnością są szalenie tanie, a poza tym dlaczego resort środowiska ma się zajmować śmieciami, dzikimi wysypiskami lub podobnymi sprawami? Niech to robią ekolodzy.
wtorek, 31 lipca 2007
Przestańcie oszukiwać ludzi

Nie ma co się cieszyć z deklaracji premiera, który zapowiedział, że prace nie ruszą. Nie oznacza ona, że końca konfliktu. Nie jest też próbą jego rozwiązania. To zamrożenie. Na jak długo? Być może na bardzo długo. To nie jest tak, że Trybunał wyda wyrok w tej sprawie szybko. Wyrok będzie za 2-3 lata.

Przyśpieszonej procedury nie będzie, bo choć Polska się o nią ubiegała, to jednocześnie, gdy miała odpowiedzieć na konkretne zarzuty, prosiła o zwłokę. Proszę tu jest decyzja prezesa Trybunału z 18 lipca. Polecam szczególnie punkt 14. Ani minister Polaczek, ani minister Szyszko nie powinni dziwić się, że nie ma trybu przyśpieszonego, bo ktoś im podległy, a może oni sami coś zawalili. Komisja Europejska akurat przychyliła się do prośby o tryb przyśpieszony, ale nam się nie udało. Jak zwykle zresztą.

W tej sytuacji obiecywanie ludziom w Augustowie szybkich rozwiązań jest zwykłym draństwem. A budowanie tej drogi nawet poza terenami Natura 2000, gdy ma się takie „sukcesy” w europejskich instytucjach jest zwykłą nieodpowiedzialnością. Chyba, że przyda się nam obwodnica z sześciokilometrową dziurą w środku. Pozwolisz Robercie, że za Tobą nazwę ją najdroższą drogą na grzyby.

Nie wierzę, że politycy przeproszą mieszkańców Augustowa

W Augustowie wrze. Mieszkańcy są wściekli. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Winią ekologów, bo są na miejscu. Ale trochę to tak jakby winić posłańca za to, że przynosi złą wiadomość. A ta zła wiadomość powtarzana od lat jest taka: Nie da się tej obwodnicy zbudować w konflikcie z europejskim prawem i instytucjami. 

Znaleźliśmy się w sytuacji, z której będzie bardzo trudno wyjść, i z której tak naprawdę nie ma dobrego wyjścia. Zawsze ktoś będzie pokrzywdzony. Przed politykami stoi wybór albo narazić cały kraj na olbrzymie kary finansowe i rozpocząć budowę, albo budowy nie rozpoczynać i zawieść rozbudzone właśnie przez nich nadzieje mieszkańców Augustowa. To pierwsze będzie trudno wytłumaczyć wszystkim Polakom, to drugie mieszkańcom Augustowa.

Ale przecież to co dzisiaj widzimy to tylko efekt rozbudzania nadziei. Rozbudzonych dla partykularnych politycznych celów. Robili to politycy wszystkich odmian i barw. To przecież pielgrzymowali jeszcze niedawno do Augustowa i oni wmawiali ludziom, że Unia nie zareaguje, że wszystko jest OK. Ile razy słyszałem pewnego ministra zapewniającego, że załatwi wszystko ze swoim kolegą komisarzem. Kto podpisał umowę z inwestorem gdy już było wiadomo, że Komisja ma do inwestycji poważne zastrzeżenia. Kto kłamał ludziom, że skoro obwodnica jest finansowana z polskich pieniędzy to Unii nic do tego. Wystarczy spojrzeć do gazet by znaleźć nazwiska. Teraz każdą wierzyć, że blokadami da się wywrzeć nacisk na Trybunał i Komisję. Ale jest to taka sama bzdura jak poprzednie. I nie prowadzi do niczego. Mam tylko nadzieję, że w końcu politycy będą musieli wypić piwo, którego nawarzyli, bo w to, że uderzą się w pierś i przeproszą chociażby mieszkańców Augustowa nie wierzę.

PS. Może trochę się źle wyraziłem z tym ekologiem, nie jestem członkiem żadnej organizacji.

sobota, 28 lipca 2007
Ekolodzy i ludzie, czyli Żyd na miarę naszych możliwości



- No dobrze, ekologów już widziałem, no a gdzie są ludzie - powiedział zimą w naszym obozie nad Rospudą pewien powszechnie znany kandydat na prezydenta Białegostoku, który przyjechał do nas zaistnieć. A wszyscy ryknęli śmiechem z nad talerzy i misek, bo nie robiąc sobie nic z kandydata jedliśmy obiad. To było strasznie śmiesznie. Mniej śmiesznie jest gdy wielu moich kolegów po fachu, spór o Rospudę sprowadza w mediach pisanych i elektronicznych do konfliktu ekologów z ludźmi (miejscowymi). Dokładnie robią to samo, co kandydat, który przecież jest znany z dość nikłego intelektu. Ciągle widzę i czytam w poważnych gazetach i stacjach: Ci wejdą na drzewa, a tamci stoją pod tymi drzewami z kosami na sztorc, (ciekawe czy sukmany też się wbiją). No i zobaczymy co się stanie.

Tak jakby nie było w tej całej sprawie setek, a może tysięcy stron opracowań, jakby nie było ekspertów, Komisji Europejskiej i sprawy w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, sądów polskich, Rzecznika Praw Obywatelskich i Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Jakby Polsce nie groziły poważne konsekwencje w postaci milionowych kar. A rozpoczęcie prac przed wyrokiem Trybunału nie było gigantycznym skandalem i wystawieniem Polski poza rodzinę cywilizowanych państw, w których nie działa sie trackie procesu metoda faktów dokonanych. Jakby przy tym wszystkim przepychanki koalicyjne wicepremierów premierów nie wyglądały jak dziecinne zabawy.

Ale może dobrze, że tak się dzieje. Od czasu gdy pan premier Jarosław Kaczyński nazwał obrońców Rospudy „wrogami Polski”, mam wrażenie, że „ekolog” staje się takim polskim „Żydem Roku 2007”. Taką nowoczesną odmianą, na miarę naszych czasów i możliwości. No, bo Żydów prawdziwych po pierwsze tyle co kot napłakał, a po drugie już nie wypada ich obwiniać. Masoni się wykruszyli. W cyklistów nikt nie wierzył. Zamiast nich jednak musi być coś co wytłumaczy, że chociażby dróg nie budujemy. No nie budujemy, bo ”ekolodzy” przeszkadzają. Siedzą na drzewa, albo spiskują z Brukselą.

Od pewnego czasu, a może od zawsze w naszym pięknym kraju odbywa się nieoficjalny, ale powszechny konkurs na Żyda Roku. A w tym roku, nie tylko dzięki Panu Premierowi i innym politykom, ale również dzięki upraszczaniu sprawy do konfliktu ludzie kontra „ekolodzy”, my ekolodzy mamy szansę wygrać. Już znacznie zdystansowaliśmy wykształciuchów, porażający układ, liberałów, rozbite WSI, nie mówiąc o gejach, lesbijkach i feministkach, co dawno zostały w tyle (no właśnie, coś nie staracie się Dziewczyny zupełnie). A my naprawdę jesteśmy straszni. Kto wie może Euro 20012 też się przez nas posypie. To było by naprawdę coś! Co prawda pielęgniarki i lekarze nas nieznacznie wyprzedzili, ale przecież zaraz nad Rospudą nadrobimy straty.

Wasz Adam Wajrak „EkoŻyd”

PS. Słówko wyjaśnienia dlaczego tak długo nie pisałem. No wiec chyba trzy tygodnie temu zapragnąłem zwiększyć sobie przepustowość łączy. I operator mi zwiększył, ale do zera. Poprawianie trwało do wczoraj. No, a jaki to operator niech się każdy domyśli. Największy i każdy z nim miał kiedyś przyjemność.

niedziela, 24 czerwca 2007
Dudek


 Spełniło się moje marzenie, bo wreszcie udało mi się znaleźć gniazdo dudka. To było kilka dni temu. Dziś tam znów byłem i młode wyglądają z dziupli co oznacza, że zaraz wylecą. A teraz coś co ma mało wspólnego z dudkiem, nawet a może tym bardziej z nieocenionym kabaretem „Dudek”.


 

 

  Otóż  minister od środowiska profesor Jan Szyszko, przestał owijać w bawełnę i na stronie internetowej resortu www.mos.gov.pl  zamieścił opinię prawną z której wynika, że Państwowa Rada Ochrony Przyrody nie miała prawa wydawać opinii o Rospudzie i innych sprawach. Bo Rada jest od doradzania ministrowi. A minister o nic nie pytał. To co się odzywają i Polskę na zewnątrz szkalują


  W tej opinii stoi też, że minister jak będzie chciał to sobie odwoła niepokornych członków i Rada, co prawda będzie ta sama (ciągłość zachowana), ale już nie ta sama. Składać się będzie z wybitnych fachowców, co mówią to co chce usłyszeć wybitny fachowiec Jan Szyszko. Na spotkaniu z ministrem jego jedynie słuszną linie już poparł prof. W. od nietoperzy oraz profesor G. od ptaków. Obaj poza kręgowcami znani są z tego, że są wybitnymi specjalistami od wazeliny. Czyli już dwóch nowych - strachy członków jest. Proszę się więc nie dziwić gdy za jakiś czas PROP zmieni zdanie w sprawie Rospudy i innych rzeczy też


   A z miłych rzeczy. Władze województwa lubelskiego stwierdziły, że budowa pasa lotniska w Świdniku ominie kolonie susła perełkowanego i obszar Natura 2000. Myślę, że ta nagła zmiana stanowiska to też efekt awantury o Rospudę. Więc Gratulacje!!!!!